
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoProces będzie kontynuowany w marcu.
Czy Kazimierz J. ponosi odpowiedzialność za śmiertelne porażenie prądem 12-latka z Uniechowa? A jeśli tak, to czy wyłącznie on? Odpowiedzi na to pytanie Sąd Rejonowy w Człuchowie szukał wczoraj (28.01) podczas kolejnej rozprawy w procesie po tragedii w gminie Debrzno z 2023 roku.
Oskarżony został prezes koła Polskiego Związku Wędkarskiego "Sandacz" w Debrznie, które miało w użyczeniu budynek należący do gminy. Zanim wędkarze zdążyli obiekt zagospodarować, 12-latek zapłacił życiem za to, że dotknął przewodów siłowych, w których miało nie być prądu.
Z dokumentów przedstawionych wczoraj sądowi przez dyrektor Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Debrznie Olę Karowską, wynikało, że jej instytucja cały czas opłacała jednak faktury za prąd do tego budynku. Od 2004 roku był on bowiem administrowany przez CKSiT. Zaznaczała jednak, że zdała sobie z tego sprawę dopiero po tragedii. Wcześniej takiej wiedzy ani nie pozyskała sama, ani nie otrzymała przy obejmowaniu funkcji. Podkreślała, że w praktyce decyzje o losie tego budynku zapadały w ratuszu. Zgodziła się z sądem, że obiekt był zapomniany przez wszystkich.
Ja nie miałam absolutnej wiedzy co do tego. Ja jestem dzisiaj z perspektywy czasu na siebie zła, ponieważ nie nastąpiło w żaden sposób przekazanie, powiedzenie. Nie było nigdy żadnej nawet na etapie tego, jak wędkarze zabiegali o przejęcie tego obiektu. Nie było nigdy też telefonu ze strony gminy kogoś, kto by zadał mi jakiekolwiek pytanie. To działo się poza mną.
Ola Karowska
Zeznania złożył też ojciec zmarłego 12-latka. Relacjonował, że w dniu tragedii zadzwonił do syna, niepokojąc się, że wraz z kuzynem długo nie wracają do domu. Telefon odebrał strażak, który poprosił mężczyznę, aby przyjechał nad jezioro. Mężczyzna udał się tam myśląc, że chłopcy po prostu coś nabroili, np. rozpalili ognisko w niedozwolonym miejscu, żeby się ogrzać po ulewie.
Zajechaliśmy na miejsce, pierwsze co w oczach stanął czerwony parawan. Nie widziałem ani Kacpra, ani Piotrka. Widziałem tylko zbliżającego się pana policjanta w moim kierunku. Za chwilę wyszedł Piotrek z samochodu. Pan policjant już nic nie musiał widać, jak Piotrka zobaczyłem, ale powiedział, że ma przykrą wiadomość, że Kacper został porażony śmiertelnie prądem.
ojciec 12-latka
Zeznawał tata 12-latka. Podkreślał, że budynek, w którym zginął jego syn od lat był zdewastowany i niezabezpieczony. Wynikało to również z wczorajszych zeznań dwóch mieszkańców Uniechowa oraz byłego skarbnika koła "Sandacz".
Proces będzie kontynuowany w marcu.
Słuchaj w: