Sąd Rejonowy w Człuchowie zgodził się dziś (22.06) na tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące Andrzeja L. To 50-letni mężczyzna, który przyznał się do zniszczenia i podpalenia mienia pracowników Nadleśnictwa Czarne Człuchowskie, w którym sam pracuje - prowadzi jedno z leśnictw.
Mężczyzna odpowie nie tylko za podpalenie stodoły na terenie leśniczówki Barkowo, a więc za sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru, zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Prokuratura Rejonowa w Człuchowie postawiła mu również cztery zarzuty zniszczenia mienia oraz jeden fałszywego zawiadomienia. Okazuje się, że Andrzej L. początkowo w sprawie występował jako poszkodowany. Jak nieoficjalnie dowiedziało się Weekend FM, żeby odwrócić od siebie uwagę, zniszczył bowiem także swój własny samochód i zgłosił to na policję.
- Byłem absolutnie zszokowany wiadomością, że to ten pan prawdopodobnie stoi za próbą, trzeba to powiedzieć wprost - zamordowania mnie i mojej żony. Ten człowiek był zawsze pogodnym, uśmiechniętym, miłym, sympatycznym. DO tej pory jestem w szoku i naprawdę nie mogę uwierzyć, że coś takiego jest możliwe.
Mówi Weekend FM szef Nadleśnictwa Czarne Człuchowskie Romuald Zblewski, który jest jednym z poszkodowanych w sprawie, ponieważ to stodoła przy jego domu została podpalona. Jak zapewnia, jego podwładny nie miał żadnych problemów w pracy i powodów, żeby się mścić. "Nie był przeze mnie karany. Wprost przeciwnie: wielokrotnie go nagradzałem" - mówi Romuald Zblewski.
Więcej na ten temat:















