
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoProces o śmiertelne potrącenie dziadka i wnuczka w Sporyszu w gminie Rzeczenica w 2018 r.
Grzegorz D. jechał z prędkością 108 kilometrów na godzinę w miejscu, gdzie można jechać siedemdziesiąt. Gdyby jechał przepisowo, nie uderzyłby w przebiegających przez jezdnię pieszych. - Biegły zeznający w sprawie śmiertelnego potrącenie dziadka i wnuczka w Sporyszu w gminie Rzeczenica podtrzymał w Sądzie Rejonowym w Człuchowie wnioski ze swojej opinii. Sądowy specjalista z Gdańska zeznawał wczoraj (13.02) w procesie mieszkańca Płońska, który został oskarżony o spowodowanie wypadku w czerwcu 2018 roku. Jak wyliczył biegły, samochód uderzył w pieszych niecałą sekundę po tym, gdy przekroczyli oni krawędź jezdni. Przyznał, że w tak krótkim czasie nawet kierowca jadący z przepisową prędkością nie uniknąłby potrącenia. Tyle tylko, że auto jadące siedemdziesiątką pokonałoby w tym czasie 18 metrów. Pojazd oskarżonego pokonał dłuższy odcinek, bo jechał szybciej. Tę odległość biegły określił na 24 metry:
- Okazuje się, że tej wersji, kiedy właśnie stawiamy samochód w tej odległości, która była adekwatna do prędkości 108 i tam mu każemy jechać 70 i po 3/10 sekundy hamować, a w tym czasie piesi oczywiście będą biegli, to wydłuży czas dojazdu do miejsca, gdzie tory ruchu przecinają się, a to wydłużenie pozwoli pieszym zbiec ze strefy zagrożenia, ze strefy kolizji.
Rafał Szczypiński
Mówił w sądzie biegły Rafał Szczypiński. Wyliczenia zawarte w opinii oparł na filmie z monitoringu oraz długości linii przerywanej na jezdni i odległości pomiędzy nimi. Zgodnie z przepisami linie powinny mieć 4 m długości, a przerwy 2 m. Biegły przyznał jednak, że nie kontrolował, czy w dniu wypadku oznakowanie poziome w Sporyszu było namalowane przepisowo. Długość linii nie została też opisana w protokole oględzin policji.
- Sprawdzałem to w ten sposób, że porównałem ortofotomapę terenu pozyskaną z geoportalu, czyli portalu Centralnego Oddziału Geodezji i Kartografii z parametrami linii, z parametrami oznakowania na dłuższym odcinku. Uzyskawszy zgodność jednego z drugim uznałem, że oznakowanie poziome na jezdni odpowiada nominalnym parametrom.
Rafał Szczypiński
Zeznawał w sądzie Rafał Szczypiński. Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się 25 marca. Przesłuchanie biegłego będzie wówczas kontynuowane.

Słuchaj w: