Około stu strażaków gasiło we wtorek (22.06.) pożar zakładu produkującego łodzie w Klawkowie, koło Chojnic. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ogień pojawił się w hali produkcyjnej około 18:00, a 23 zastępy państwowej i ochotniczej straży walczyły z nim przez kilka godzin - informuje Weekend FM rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Chojnicach brygadier Henryk Koźlewicz:
Najtrudniejsze to było to, że w momencie dojazdu duże zadymienie, wysoka temperatura, wysokie zadymienie powstałe właśnie od spalania się materiałów, tych związków chemicznych. No i przede wszystkim w pierwszej fazie mieliśmy problemy z zaopatrzeniem wodnym. Był tu tylko jeden hydrant w pobliżu zakładu, który się okazał nie wystarczający. Trzeba było w związku z tym dysponować większa liczbę sił i środków organizować dowożenie wody z innych punktów miasta i gminy Chojnice.
Ze względu na duże zadymienie strażacy praktycznie cały czas musieli pracować w aparatach ochrony dróg oddechowych. Potrzebne było wsparcie strażaków z Bytowa, którzy dostarczyli dodatkowe butle z tlenem.
Jak dowiedział się reporter Weekend FM w hali produkcyjnej o powierzchni niespełna 500 metrów znajdowało się 700 kilogramów żywicy oraz innych substancji wykorzystywanych w produkcji kadłubów łodzi i jachtów. Dlatego po opanowaniu pożaru powietrze w okolicy zbadał przybyły na miejsce Zespół Detekcji i Rozpoznania Chemicznego z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdyni:
Dokonał odpowiednich pomiarów na terenie miasta Chojnice, wśród okolicznych miejscowości i wiosek, także mogę przekaz dobrą wiadomość: w żadnym z tych miejsc nie stwierdzono obecności niebezpiecznych substancji toksycznych w powietrzu, także mieszkańcy okolicznych miejscowości, jak również miasta Chojnice. mogą czuć się bezpiecznie.
Po ugaszeniu okazało się, że hala nie nadaje się do dalszego użytku. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane. Straty wstępnie oszacowano na 2,5 miliona złotych. Wieczorem na miejsce pożaru przybył również Pomorski Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku st. bryg. Piotr Socha, który zapoznał się z sytuacją.




















































