
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoToruń. Mariusz Milewski, ofiara księdza Jarosława P. – skazanego prawomocnie za wielokrotne wykorzystanie seksualne mężczyzny, gdy ten był jeszcze dzieckiem – wytoczył proces Kurii Diecezjalnej w Toruniu. Chciał miliona złotych zadośćuczynienia za swoje krzywdy. Sąd przyznał mu 600 tysięcy złotych. Wcześniej sąd biskupi w swoim postępowaniu traktował go jako "wspólnika w grzechu cudzołóstwa", a następnie księdza P. uniewinnił, uznając, że Milewski kłamie dla pieniędzy.
- Droga była bardzo kręta i wyboista. 10 lat wyjęte z życia. Przede wszystkim przyznanie przed samym sobą, co się stało, potem opowiedzenie tego wszystkiego i walka o sprawiedliwość. Gdybym miał jeszcze raz tę drogę przechodzić, to podejrzewam, że psychicznie nie dałbym rady. To bardzo ciężka, traumatyczna droga – mówił Milewski jeszcze przed rozprawą.
Do wyroku Sądu Okręgowego w Toruniu odniósł się także rzecznik Kurii Diecezjalnej Toruńskiej ksiądz Paweł Borowski. "W sprawie o zadośćuczynienie p. Mariuszowi Milewskiemu za krzywdę wykorzystania seksualnego przez duchownego diecezji toruńskiej informuję, że biskup toruński szanuje wyrok sądu w tej sprawie. Oświadczam, że działania pełnomocnika diecezji toruńskiej podejmowane w ramach rozprawy sądowej miały na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy" - napisał w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej diecezji.
Słuchaj w: