
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoWładysławowo (woj. pomorskie). Armatorzy rybołówstwa rekreacyjnego w sobotni poranek zorganizowali blokadę drogi prowadzącej na Hel. Protest we Władysławowie był już trzecim w ciągu ostatnich tygodni. Po raz pierwszy towarzyszą im rolnicy z Agrounii, przetwórcy i przedsiębiorcy.
- Jesteśmy razem, bo nasze państwo zachowuje się tak samo nie fair wobec rybaków jak wobec rolników – powiedział Michał Kołodziejczak z AgroUnii.
Demonstrujący domagają się rzeczywistego wsparcia ze strony rządu w związku z unijnym zakazem połowu dorsza.
W połowie stycznia ub. r. ministerstwo podpisało ze sztabem kryzysowym armatorów rybołówstwa rekreacyjnego porozumienie, które - jak informował resort - kończyło protest i zakładało wsparcie branży w związku z unijnym zakazem.
W maju ub.r. resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej poinformował, że ze względu na pandemię i związane z nią duże wydatki, na razie nie ma możliwości zwiększenia pomocy dla borykających się z problemami armatorów rekreacyjnych, którzy łowili dorsze.
Armatorzy twierdzą, że odbudowanie ich firm jest niemożliwe, a rząd nie robi nic żeby rozwiązać ich sytuację. Sztab kryzysowy reprezentuje ponad 100 armatorów, którzy zatrudniają po dwóch, trzech pracowników i organizowali wyprawy dla wędkarzy zajmujących się rekreacyjnie rybołówstwem morskim.
Słuchaj w: