- W maju się dowiedzieliśmy, że obcięto fundusz naszej firmy o 500 tysięcy, co spowodowało obcięcie naszej pensji. To przelało czarę goryczy i postanowiliśmy od 7 lipca rozpocząć akcję informacyjną. Sytuacja jest bardzo zła i naszym zdaniem ministerstwo odwróciło się od ratownictwa morskiego – wyjaśnił Aleksander Hinc, członek załogi statku ratowniczego.
- Zamiast jakiej nagrody - to kara. Mało zarabiamy. Moja pensja brutto to 3150, na konto wchodzi 2700. To jest słabo. Dużo uprawnień trzeba robić, trzymać formę. Nie wiem, jak to będzie. Kończę swoją pracę i idę coś innego robić, bo nie wiem, jak to będzie – zapowiedział Paweł Depta z brzegowej stacji ratowniczej w Kołobrzegu.














