
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoW środę (25.11) z inicjatywy Chojnickiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Urzędu Miejskiego w Chojnicach odbyło się spotkanie online z prof. dr hab. Włodzimierzem Jastrzębskim oraz z dr Dawidem Kobiałką. Tematem było podsumowanie tegorocznych prac badawczych w Dolinie Śmieci w Chojnicach.
Dolina Śmierci to miejsce, gdzie w początkach II wojny światowej Niemcy mordowali mieszkańców Chojnic i okolicznych miejscowości, a pod koniec wojny - w styczniu 1945 r. - dopuścili się zabicia i spalenia zwłok większej grupy więźniów, prawdopodobnie przyprowadzonych tu w transporcie z więzienia w Bydgoszczy. To właśnie m.in. to miejsce badali w tym roku archeolodzy.
Jak mówił prof. Jastrzębski, który okres II wojny światowej bada od kilkudziesięciu lat, 21 stycznia 1945 r. ewakuowano niemieckie więzienie w Bydgoszczy, dzieląc więźniów, których mogło być maksymalnie około 600, na cztery grupy. Wiadomo, co się stało z trzema grupami, natomiast po czwartej słuch zaginął. I to prawdopodobnie ta grupa trafiła do chojnickiej Doliny Śmierci:
- Wiele wskazuje na to, ale to nie było bardzo pewne w tym czasie, że właśnie w Chojnicach doszło do zabicia, rozstrzelania i spalenia także zwłok tej grupy. W tej grupie byli więźniowie aresztowani tuż przed ewakuacją. Ewakuacja nastąpiła 21 stycznia, a 22 stycznia ta grupa dotarła do Chojnic.
Włodzimierz Jastrzębski
Archeolodzy pod kierunkiem dra Dawida Kobiałki w miejscu zabicia ofiar zbrodni i spalenia ich zwłok znaleźli już prawie 300 artefaktów związanych z tymi wydarzeniami, w tym m.in. niemal 100 łusek i pocisków od naboi z broni krótkiej, fragmenty spalonych kości ludzkich, guziki, przypinki, monety itd.
- To daje nadzieję, że być może uda nam się zidentyfikować którąś z ofiar - mówił dr Dawid Kobiałka:
- Wierzę, że uda nam się zidentyfikować przynajmniej jedną z ofiar, ponieważ artefakty osobiste są na tyle bogate, że zakładamy, że mogą być tam np. wyryte inicjały właściciela danego artefaktu, np. będziemy mieć fragment papierośnicy, gdzie będzie np. dedykacja, że "Kochanemu mężowi Januszowi Kowalskiemu" itd. I na podstawie takich właśnie niewielkich informacji mamy nadzieję, że uda nam się nieco więcej powiedzieć o Dolinie Śmierci.
Dawid Kobiałka
Prace badawcze w Dolinie Śmierci w Chojnicach mają być kontynuowane w kolejnym roku.

Słuchaj w: