
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoWarszawa. Sędzia Piotr Gąciarek stawił się w czwartek rano w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Został przywrócony do orzekania.
Dzień wczesnej Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego uchyliła decyzję o jego zawieszeniu. - To jest wielka satysfakcja, radość, że mogę wrócić do pracy, bo jestem sędzią, takie jest moje powołanie, żeby służyć państwu - powiedział sędzia. Dodał jednak, że "jest to radość podszyta goryczą".
- Dokładnie w tym miejscu byłem 6 lipca, mając w ręku podlegające wykonaniu orzeczenie sądu Rzeczpospolitej w trybie zabezpieczenia sądu pracy - przypomniał. Dodał, że prezes sądu "zastanawiała się ponad miesiąc" i "po miesiącu odpisała, że nie może wykonać orzeczenia sądu". Podobna sytuacja miała miejsce 12 października.
- Ja wtedy mówiłem tak dziennikarzom: czy wierzę, że zostanę dopuszczony do pracy? Tak wierzę, bo jestem naiwny. Wierzę w prawo i nie wyobrażam sobie, że prezes sądu może to prawo łamać. Byłem wtedy zbyt naiwny, bo się okazało, że dla prezesa tego sądu, tak jak dla wielu prezesów, ważniejszy jest interes prezesa pewnej małej partii, który obsesyjnie niszczy polskie sądy i powołuje na funkcje w wymiarze sprawiedliwości ludzi, którzy dla kariery, dla pieniędzy zapomną o etosie sędziowskim, uczciwości i przestrzeganiu prawa - mówił. - To jest ten aspekt tej goryczy - dodał.
Sędzia Gąciarek podkreślał również, że nie można zapomnieć o szykanowaniu sędziów przez "ludzi ministra Zbigniewa Ziobry".
Przywrócenie do pracy sędziów, zawieszonych w postępowaniach przed dawną Izbą Dyscyplinarną, jest jednym z warunków w sprawie KPO.
Słuchaj w: