
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoCzeska Szwajcaria, Czechy. Zdaniem strażaków biorących udział w akcji gaśniczej w Parku Narodowym Czeska Szwajcaria pożar nie rozprzestrzenia się, ale wciąż powstają skupiska ognia. Pożar gasi siedem śmigłowców, w tym polski Black Hawk. Po porannych mgłach do akcji przystąpiły dwa włoskie samoloty gaśnicze.
- Na miejscu jest 80 jednostek straży pożarnej, łącznie 450 strażaków, którzy pracują na całym terenie parku. Mamy ten teren podzielony na kilka sektorów. Pierwszy, to ten w którym jesteśmy, w pobliżu masywu skalnego w Hrzeńsku. Gasimy w pobliżu budynków, staramy się je ochronić, dlatego że cały czas pojawiają się tu małe ogniska. Wierzymy że dzisiaj uda nam się to ugasić i w tej części już będzie spokój – powiedział przedstawiciel czeskiej straży pożarnej na konferencji prasowej.
W walce z ogniem uczestniczy pięć maszyn z Czech oraz po jednej z Polski i ze Słowacji. Do koordynacji działań wykorzystywany jest jeszcze śmigłowiec czeskiej policji, który nie transportuje wody. Po południu w środę przyleciały z Włoch dwa samoloty gaśnicze typu Canadair.
Maszyny pobierają wodę bezpośrednio z jeziora Milada położonego między Uściem nad Łabą a Czeską Szwajcarią. Jezioro to sztuczny zbiornik powstały na terenie dawnej kopalni węgla brunatnego. Obszar został zamknięty, ale pobieranie wody, starty i lądowania obserwują z brzegu dziesiątki widzów.
Słuchaj w: