
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoO niejasnościach związanych z wypadkiem kolejowym, o spowodowanie którego oskarżono dwóch chojniczan, mówił w ratuszu autor książki "Wypadek Kolejowy pod Otłoczynem"

Na zdjęciu autor książki "Wpadek kolejowy pod Otłoczynem" Anatol Noskowicz oraz Przemysław Zientkowski. fot. Anna Zajkowska
"Śledztwo umorzono po miesiącu. Dla mnie to jasny sygnał, że coś jest nie tak" - mówił w czwartek (21.10.) w chojnickim ratuszu autor książki "Wypadek Kolejowy pod Otłoczynem". Anatol Noskowicz, który jest również biegłym w zakresie wypadków kolejowych, rzuca nowe światło na katastrofę pod Otłoczynem w 1980 roku.
Była to jedna z największych tragedii kolejowych w powojennej Polsce. Zginęło 67 osób, a wielu zostało rannych. Wśród ofiar byli rownież chojniccy maszyniści składu towarowego Mieczysław Roschek i Andrzej Bogusz. I to ich obarczono winą za doprowadzenie do katastrofy. Choć od tamtych wydarzeń minęło 41 lat to jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego doszło do wypadku, nie ma. Teorii jest za to całe mnóstwo. Z niektórymi z nich w książce "Wypadek pod Otłoczynem" zmierzył się Anatol Noskowicz:
Gdyby, mówię, ten pociąg ruszył samowolnie, bez zgody, to są urządzenia kolejowe, takie czujniki, które sygnalizują, że przejechał semafor, ale na ten temat prokuratura, czy kolejowe służby, w ogóle nie robili eksperymentów, czy te urządzenia sprawne są, czy działały, czy nie.
Anatol Noskowicz
Mówi Weekend FM Anatol Noskowicz, który promował swoją książkę w chojnickim ratuszu. W spotkaniu wzięli udział m.in. koledzy i koleżanki z pracy chojnickich maszynistów.

Słuchaj w: