
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoSąd pokazał nagrania z nocy, kiedy rozegrał się dramat.
W Sądzie Rejonowym w Chojnicach rozpoczął się dziś (20.10.) proces w sprawie tragicznego pożaru w hospicjum Zwiastowania Najświętszej Marii Panny, w którym w styczniu 2020 roku życie straciły cztery osoby, a 20 innych zostało rannych. Jak ustalili śledczy, niedopałkiem papierosa ogień zaprószył jeden z podopiecznych.
Na ławie oskarżonych zasiedli Barbara Bonna i Jerzy Krukowski, którzy w placówce oraz w zarządzającej nią fundacji Palium pełnili funkcje szefów. Obydwoje nie przyznali się do winy i nie składali wyjaśnień:
- Czy przyznaje się do popełnienia zarzuconego mu czynu?
- Nie.
- Nie przyznaje się do popełnienia zarzuconego mu czynu. Czy chciałby oskarżony złożyć jakieś wyjaśnienia?
- Nie.
- Nie chce składać wyjaśnień. Czy będzie oskarżony odpowiadał na pytania?
- Nie.
- Nie będzie odpowiadał na pytania.
nagranie z sali rozpraw
Tak na pytania sędziego Dawida Nosewicza odpowiadał Jerzy Krukowski, a wcześniej identyczne deklaracje padły z ust Barbary Bonny.
Krukowski i Bonna są oskarżeni o niedopełnienie obowiązków w zakresie ochrony przeciwpożarowej, a także o nieumyślne spowodowanie śmierci czterech pensjonariuszy. Z aktu oskarżenia, jaki dziś na sali odczytała słupska prokurator Renata Szamiel, wynika m.in., że w hospicjum nie było urządzeń przeciwpożarowych, a personel nie znał przepisów i nie wiedział, jak się zachować w razie niebezpieczeństwa. Co więcej, niespełna rok przed pożarem do uzupełnienia braków w tym zakresie po kontroli zobligowała placówkę straż pożarna.
- W dniu 5 stycznia 2020 r. nie dopełniła ciążącego na niej obowiązku i dopuściła do pełnienia dyżuru nieprzeszkolony w zakresie przepisów BHP i przeciwpożarowych personel hospicjum, przez co naraziła je w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, jakim był pożar, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Renata Szamiel
To fragment oskarżenia pod adresem Barbary Bonny. Taki sam usłyszał też jej zastępca.
W pierwszym dniu procesu sąd zgodził się na wniosek adwokatów oskarżonych i pokazał nagrania z monitoringu z tragicznej nocy 6 stycznia. Widać na nich moment wybuchu pożaru i ewakuację chorych, którą przed przyjazdem straży prowadziły dwie opiekunki.
- Opieka medyczna w hospicjum była dobra, ale na nocnej zmianie powinno być więcej personelu - powiedział Weekend FM syn jednej z byłych już pensjonariuszek hospicjum, która w trakcie pożaru doznała licznych poparzeń.
Na monitoringu widać, jak jego wyciągnięta z zadymionej części mama leży na podłodze przy drzwiach wejściowych i czeka sama na pomoc strażaków i ratowników medycznych:
- Normalnie, takie dreszcze przechodziły przeze mnie. Nawet chciałem podejść do sędziego, żeby to zatrzymał i pokazał moją mamę. Bo to była moja mama. Państwo widzieli jak tam się skrobała, chciała wstać i nie mogła. Ona przeżywa, ona jest nie sobą, widzi ogień. Jakieś zadośćuczynienie dla tych ludzi powinno być, którzy tam ucierpieli. Nie mówię o mojej mamie, tylko ogólnie. Jakiegoś lekarza dać, jakąś pielęgniarkę. Ale nikt nie spytał, to mnie denerwuje, to mnie boli.
Marian Drobiński
Mówi Weekend FM Marian Drobiński.
Na kolejnej rozprawie, którą odbędzie się w listopadzie, sąd przesłucha świadków.

Słuchaj w: