W Sądzie Rejonowym w Chojnicach rozpoczął się dziś (20.10.) proces w sprawie tragicznego pożaru w hospicjum Zwiastowania Najświętszej Marii Panny, w którym w styczniu 2020 roku życie straciły cztery osoby, a 20 innych zostało rannych. Jak ustalili śledczy, niedopałkiem papierosa ogień zaprószył jeden z podopiecznych.
Na ławie oskarżonych zasiedli Barbara Bonna i Jerzy Krukowski, którzy w placówce oraz w zarządzającej nią fundacji Palium pełnili funkcje szefów. Obydwoje nie przyznali się do winy i nie składali wyjaśnień:
- Czy przyznaje się do popełnienia zarzuconego mu czynu?
- Nie.
- Nie przyznaje się do popełnienia zarzuconego mu czynu. Czy chciałby oskarżony złożyć jakieś wyjaśnienia?
- Nie.
- Nie chce składać wyjaśnień. Czy będzie oskarżony odpowiadał na pytania?
- Nie.
- Nie będzie odpowiadał na pytania.
Tak na pytania sędziego Dawida Nosewicza odpowiadał Jerzy Krukowski, a wcześniej identyczne deklaracje padły z ust Barbary Bonny.
Krukowski i Bonna są oskarżeni o niedopełnienie obowiązków w zakresie ochrony przeciwpożarowej, a także o nieumyślne spowodowanie śmierci czterech pensjonariuszy. Z aktu oskarżenia, jaki dziś na sali odczytała słupska prokurator Renata Szamiel, wynika m.in., że w hospicjum nie było urządzeń przeciwpożarowych, a personel nie znał przepisów i nie wiedział, jak się zachować w razie niebezpieczeństwa. Co więcej, niespełna rok przed pożarem do uzupełnienia braków w tym zakresie po kontroli zobligowała placówkę straż pożarna.
- W dniu 5 stycznia 2020 r. nie dopełniła ciążącego na niej obowiązku i dopuściła do pełnienia dyżuru nieprzeszkolony w zakresie przepisów BHP i przeciwpożarowych personel hospicjum, przez co naraziła je w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, jakim był pożar, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu.
To fragment oskarżenia pod adresem Barbary Bonny. Taki sam usłyszał też jej zastępca.
W pierwszym dniu procesu sąd zgodził się na wniosek adwokatów oskarżonych i pokazał nagrania z monitoringu z tragicznej nocy 6 stycznia. Widać na nich moment wybuchu pożaru i ewakuację chorych, którą przed przyjazdem straży prowadziły dwie opiekunki.
- Opieka medyczna w hospicjum była dobra, ale na nocnej zmianie powinno być więcej personelu - powiedział Weekend FM syn jednej z byłych już pensjonariuszek hospicjum, która w trakcie pożaru doznała licznych poparzeń.
Na monitoringu widać, jak jego wyciągnięta z zadymionej części mama leży na podłodze przy drzwiach wejściowych i czeka sama na pomoc strażaków i ratowników medycznych:
- Normalnie, takie dreszcze przechodziły przeze mnie. Nawet chciałem podejść do sędziego, żeby to zatrzymał i pokazał moją mamę. Bo to była moja mama. Państwo widzieli jak tam się skrobała, chciała wstać i nie mogła. Ona przeżywa, ona jest nie sobą, widzi ogień. Jakieś zadośćuczynienie dla tych ludzi powinno być, którzy tam ucierpieli. Nie mówię o mojej mamie, tylko ogólnie. Jakiegoś lekarza dać, jakąś pielęgniarkę. Ale nikt nie spytał, to mnie denerwuje, to mnie boli.
Mówi Weekend FM Marian Drobiński.
Na kolejnej rozprawie, którą odbędzie się w listopadzie, sąd przesłucha świadków.
Więcej na ten temat:



















