Wczoraj (30.10.) w Tucholi odbył się kolejny protest przeciw zaostrzaniu prawa aborcyjnego, a udział w nim, oprócz dziewcząt i kobiet, wzięli także panowie.
- Idziemy ul. Świecką aż do Dino, potem skręcamy w lewo, idziemy na lotnisko, wtedy odpalamy flary w Warszawską wracamy z powrotem na rynek.
- Solidaryzujecie się z paniami?
- Oczywiście, że tak. Trzeba wspierać nasze matki, siostry, córki, bratanice. Muszą mieć świadomy wybór i to one decydują o swoim ciele, nikt inny. Nie żaden smutny starszy pan.
- Walczymy dalej. Będzie w dalszym ciągu, dopóki nie będzie jakiejś sensownej decyzji, nie będzie rozmowy z nami.
- Będziemy protestować, dopóki będziemy mogły, dopóki nam państwo nie zakaże.
- To, co się dzieje, to jest jakiś żart. My jesteśmy akurat w takim wieku, gdzie będziemy chciały już niedługo założyć rodziny i o to walczymy, żebyśmy mogły w spokoju decydować o własnym ciele. To jest nasz warunek, żeby żyć w tym państwie, zakładać rodzinę, bo na razie sobie tego nie wyobrażamy.
Mówili reporterce Weekend FM uczestnicy wczorajszego (30.10.) protestu w Tucholi.
Spacer z transparentami i skandowaniem haseł rozpoczął się na rynku i wiódł m.in. ulicami Świecką i Warszawską. Na lądowisku dla śmigłowców odpalono flary dymne - wszystko w asyście eskortującej pochód policji.


























