- W dniu wybuchu powstania od rana wyczuwało się w stolicy, że coś się będzie dziać. Nie mogliśmy się doczekać ´godziny W´, czyli 17-tej - wspomina Tadeusz Bernefeld ze Zgrupowania Żywiciel:
- Psychicznie człowiek był już nastawiony na wszystko. Jak się szło do powstania, to już człowiek był przekonany, że może nie wrócić. Walka na śmierć i życie. Najbardziej brakowało broni. Granaty się miało w kieszeni i tylko tyle.
W tym roku, ze względu na trwającą epidemię, uroczystości będą miały skromniejszy charakter, niż zwykle.
Tradycjnie o 17:00 w Warszawie, ale także wielu innych miastach Polski zawyją syreny.
Dźwięk ciągły trwający minutę usłyszymy także w naszym regionie, m.in. w Chojnicach i Bytowie.














