
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoStraż Gminna w Człuchowie popełniła sporo błędów podczas legalizacji fotoradarów w Stołcznie. Przypomnijmy, że za kierownicą auta testowego siedział komendant straży Krzysztof Bulwan, a ´najazdy´ odbywały się z prędkością dochodzącą do 140 km/h przy ograniczeniu do 60.
Jak tłumaczył komendant, ´droga została zabezpieczona przez 10 strażników´, a ruch na czas próbnych przejazdów był wstrzymywany. Czy rzeczywiście wszystko odbyło się zgodnie z przepisami? Sprawą od początku zajmuje się Michał Drejer. Jak sytuację interpretują eksperci z Komendy Głównej Policji?
Z ich wypowiedzi wynika, że podczas legalizacji przeprowadzonej przez człuchowską Straż Gminną wraz z Urzędem Miar w Gdańsku dopuszczono się wielu błędów.
Po pierwsze powinna zostać wydana zgoda zarządcy drogi na zajęcie pasa drogowego, a to długa - nawet ponad 30-dniowa procedura. Po drugie odcinek powinien zostać zamknięty przy pomocy odpowiednich znaków:
- Jedynym znakiem, który tutaj najbardziej by pasował, to znak B-1 zakaz ruchu - mówi Mariusz Wasiak, główny specjalista w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji w Warszawie. I dodaje, że komendant Straży Gminnej za kierownicą auta podczas legalizacji fotoradaru to pomyłka:
- Legalizacji powinien dokonywać uprawniony podmiot. To on powinien zapewnić kierującego i pojazd.
Zdaniem Mariusza Wasiaka, człuchowska straż zamykając drogę w Stołcznie zastosowała rozwiązania nieformalne
- Żeby zatrzymać ten ruch, to nawet policja by tu nie miała podstawy.
Dodajmy, że według KGP, wszytkich formalności związanych z legalizacją fotoradaru powinien dopełnić organ przeprowadzający ten proces. W tym wypadku był to Okręgowy Urząd Miar w Gdańsku.
relacja

Słuchaj w: