Na trybunach tłum, jakiego nigdy wcześniej i długo później nie widziano. Deszcz padał bez ustanku, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Bo w Chojnicach rozgrywał się prawdziwy spektakl.
Preludium
Chojniczanka występowała wówczas w okręgówce. Nowy szkoleniowiec, Mieczysław Krajecki, tchnął jednak w drużynę nowe życie. Rozgrywki Pucharu Polski 1981/1982 rozpoczęły się dla niej jak sen. Najpierw demolka 6:1 z Wisłą Tczew. Potem efektowne 5:0 z Bałtykiem Gdynia. Emocje sięgnęły zenitu w starciu ze Stoczniowcem Gdańsk. Do 87. minuty 0:1. Cisza na trybunach. I wtedy Tadeusz Urbański - zupełnie niespodziewanie - wyrównuje. Dogrywka niczego nie zmienia, ale po pewnie egzekwowanych rzutach karnych Chojnice szaleją.
Kolejny rywal - Gryf Słupsk. Różnica dwóch klas? Tylko na papierze. Bo na boisku to Chluba Grodu Tura narzuciła warunki. Gole Stanisława Kuczkowskiego i Tadeusza Słomińskiego dały zasłużone 2:1 i przepustkę do 1/16 finału. Już wtedy mówiono o małej sensacji. Ale nikt nie spodziewał się, co przyniesie los.
Losowanie, które wywołało dreszcze
Gdy ogłoszono pary 1/16 finału, nikt w Chojnicach nie mógł uwierzyć. Do małego miasta na Pomorzu miał przyjechać sam Widzew Łódź. Klub, który właśnie reprezentował nasz kraj w europejskich pucharach. Klub, który w składzie miał bohaterów reprezentacji - dosłownie trzy dni wcześniej Polska pokonała w Buenos Aires Argentynę 2:1, a jednego z goli zdobył Zbigniew Boniek. Zagrali też Włodzimierz Smolarek i Władysław Żmuda. Józef Młynarczyk, choć kontuzjowany, również był częścią tamtej drużyny.
I teraz ci piłkarze - żywe legendy - mieli przyjechać na Mickiewicza 12. Miejscowi działacze łapali się za głowy. Kibice ustawiali się w kolejkach po bilety. 13 tysięcy w przedsprzedaży? Gdyby tylko stadion miał więcej miejsc, frekwencja sięgnęłaby 20 tysięcy.
W mieście mówiło się tylko o tym. W szkołach, zakładach pracy, na przystankach. Wszyscy pytali: "Czy Chojniczanka ma jakiekolwiek szanse?". I choć nikt nie wypowiadał tego na głos, w sercach wielu tliła się iskierka nadziei. Taka, jak w sercach kibiców Crystal Palace przed niedawnym finałem Pucharu Anglii przeciwko Manchesterowi City.
Ten dzień
W końcu nadszedł 31 października 1981 roku. Deszcz padał niemal bez przerwy. Ale kto by się tym przejmował? Tłum płynął ulicami Chojnic w jednym kierunku - na stadion. Ostatecznie zebrało się tam około 15 tysięcy ludzi. Nikt nie chciał przegapić chwili, która miała być punktem zwrotnym w historii lokalnej piłki.
Widzew przyjechał z małym opóźnieniem. Trener Krajecki zdębiał, gdy zobaczył skład rywala - Boniek, Smolarek i Żmuda rzeczywiście mieli zagrać. Goście byli zmęczeni podróżą z Argentyny, ale nie zamierzali odpuszczać. "Władek, Smolar i ja grzecznie wsiedliśmy do klubowej dacii, a może zastavy, którą prowadził Marek Tobiasz, sekretarz Widzewa i… kierunek Chojnice. Hotel, kilka godzin snu i znowu trzeba było grać i wygrać!", wspomina "Zibi" w książce pt. "Mecze mojego życia".
Trybuny eksplodowały
Boisko grząskie, warunki trudne. Ale to tylko dodało dramaturgii. I wtedy - w 37. minucie - stało się coś, co przeszło do legendy.
Andrzej Skiba przejął piłkę we własnym polu karnym. Ruszył, podał prostopadle do Tadeusza Słomińskiego. Ten zauważył nadbiegającego Jana Synoradzkiego i zagrał głową. Synoradzki przyjął piłkę, zwiódł bramkarza i… strzelił do pustej bramki.
1:0 dla Chojniczanki!
Stadion eksplodował. Ludzie skakali, płakali, ściskali się. "Czy to możliwe?" - pytali sami siebie.
Jednak tuż przed przerwą Zbigniew Boniek - świeżo po występie przeciw mistrzom świata - pokazał, dlaczego był jednym z najlepszych piłkarzy w Europie. 1:1.
Marzenie, które trwało 65 minut
Druga połowa rozpoczęła się z impetem. Gospodarze nie cofali się - to nie był zespół, który zamierzał jedynie bronić remisu. Z kolei goście byli coraz bardziej sfrustrowani, ale też coraz groźniejsi.
W 65. minucie Marek Filipczak dopełnił formalności, trafiając do pustej bramki. 2:1 dla Widzewa.
Do końca meczu Chojniczanka walczyła z Widzewem jak równy z równym. Łodzianie ostatecznie wygrali, ale w Chojnicach nikt - absolutnie nikt - nie mówił o porażce. To był dzień, kiedy lokalny klub z okręgówki na chwilę sięgnął piłkarskiego nieba.
Legenda, która żyje
Minęły lata, a wspomnienie tamtego meczu nie blednie. 30 października 2024 roku na stadionie przy Mickiewicza 12 odbyła się uroczystość. Na murawę wkroczyli ci, którzy tamtego dnia walczyli jak lwy: Jan Synoradzki, Józef Laskowski, Henryk Briegmann, Czesław Adamczyk, Stanisław Kuczkowski, Tadeusz Słomiński i inni. Wszyscy przywitani brawami i łzami wzruszenia.
Chojniczanka może i przegrała wtedy 1:2, ale w oczach tysięcy kibiców wygrała wszystko. Szacunek. Serca. Historię.
Są mecze, które zapisuje się w tabelach. Są też takie, które zapisują się w sercach. Starcie z Widzewem w 1981 roku należy do tej drugiej kategorii. Bo choć lał deszcz, a końcowy wynik był niekorzystny, to właśnie wtedy Chojnice pokazały, czym jest prawdziwy futbol. Pasją. Walką. Dumą.
Ziemowit Ochapski, najlepsibukmacherzy.pl
Artykuł zawiera link prowadzący do strony najlepsibukmacherzy.pl, poświęconej wyłącznie legalnym bukmacherom posiadającym zezwolenie Ministra Finansów na urządzanie zakładów wzajemnych na terenie Polski. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest niezgodny z prawem i wiąże się z konsekwencjami prawnymi. Zakłady bukmacherskie przeznaczone są tylko dla pełnoletnich i wiążą się z ryzykiem uzależnienia oraz utraty środków finansowych. Graj odpowiedzialnie.














