"Zmiana warunków płacy i pracy nie była podyktowana wiekiem ani miejscem zamieszkania powódki" - tak burmistrz Debrzna Marta Urbańska odpowiadała dziś (25.04.) na zarzut wypływający z pozwu Jolanty Miszewskiej. Przed Sądem Rejonowym w Człuchowie toczy się proces o dyskryminację, jaki gminie Debrzno wytoczyła była skarbnik. Zanim Jolanta Miszewska odeszła na emeryturę, nowa burmistrz postanowiła obniżyć jej wynagrodzenie o połowę.
"Zmiana ta miała na celu obiektywną ocenę pracy, zaangażowania i rezultatów powódki. Była też elementem szerszego programu racjonalizacji kosztów wynagrodzeń" - zeznawała Marta Urbańska. Podała, że pod jej rządami gmina wydaje na płace o około 40 tys. zł mniej w skali miesiąca.
- Uznałam, że jeśli rada postanowiła ocenić moją pracę ustalając moje wynagrodzenie na poziomie niższym, niż mojego poprzednika, oczywiście z zastrzeżeniem, że jeżeli wykażę się rezultatami, to to wynagrodzenie może ulec zmianie, to uznałam, że analogicznie powinnam takie podejście zastosować wobec pracowników na kluczowych stanowiskach w urzędzie.
Poza burmistrz Debrzna zeznawało dziś (25.04.) trzech świadków, w tym jej poprzednik Wojciech Kallas. Zachwalał nieobecną na sali rozpraw Jolantę Miszewską.
- Ja chciałbym zaakcentować, że pani Jolanta Miszewska była dobrym skarbnikiem, zaś jej wypowiedzenie warunków płacy było podyktowane przede wszystkim względami politycznymi, bo była skarbnikiem - przepraszam za kolokwializm - Kallasa, w związku z tym nie była swoim, więc trzeba ją pewnie zmusić do odejścia. To jest moja ocena prywatna tej sytuacji.
Strony kolejny raz nie porozumiały się co do warunków ewentualnej ugody. Następna rozprawa zaplanowana jest pod koniec czerwca. Zeznawać będzie troje kolejnych świadków.














