"Sytuacja powtarza się każdego roku. Jak śnieg spadnie, to trzeba czekać do roztopów, żeby tymi drogami dało się w miarę normalnie przejechać". Tak słuchacz Weekend FM - Robert z gminy Debrzno - krytykuje zimowy stan dróg zarządzanych przez powiat człuchowski. W szczególności odnosi się od drogi z Kołdowa przez Przechlewo do Koczały i dalej na Piaszczynę albo Miłocice.
"Często jeżdżę też po powiecie bytowskim i tam nawet dukty leśne odśnieżają. U nas problem wraca co rok i nic się nie zmienia" - uważa nasz słuchacz. I podkreśla, że najgorsze są koleiny lodowe:
- Ja z racji tego, że mam takie zajęcie, że muszę się tymi drogami lokalnymi przemieszczać mam zawsze problem, bo to trzeba jechać z duszą na ramieniu tymi drogami. Tworzą się notorycznie koleiny. Żeby choć ktoś przejechał i nie dopuścił do kolein, to byłoby inaczej. Wszyscy się skarżą na to, ale co zrobić. Taka jest polityka i powiat twierdzi pewnie, że nie ma pieniędzy na to, a my cierpimy.
Do zarzutów naszego słuchacza pisemnie odniósł się wicestarosta człuchowski Stanisław Marek. Jak czytamy w przygotowanej przez niego informacji, "Służby drogowe nie są w stanie całkowicie zlikwidować skutków zimy, a tylko łagodzić niesprzyjające warunki poruszania się po drogach".
Przypomina, że powiat objął Planem Zimowego Utrzymania Dróg odcinki o długości 469 km, z czego posypywane są 74 km "decydujące o możliwości ruchu". Na trasie z Kołdowa przez Przechlewo do Koczały śliskość zwalczana jest na 6 z 32 km. Włodarz podkreśla, że od czwartku (9.01.) do dziś (16.01.) sprzęt pracował na tej trasie codziennie.














