
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij okno"Zdarzył mi się wypadek przy pracy, ale wrócę silniejszy".
W sierpniu ubiegłego roku wystarczyło być w ósemce finału Mistrzostw Świata, ale zajął ostatnie, dziewiąte miejsce. Do drugiego podejścia - kontynentalnych kwalifikacji olimpijskich w Szeged na Węgrzech - nawet nie został dopuszczony. Mowa o Normanie Zezuli - kanadyjkarzu ze Strzeczony, w gminie Debrzno. Wychowanek Piasta Człuchów stracił już szanse na awans na Igrzyska Olimpijskie w Paryżu.
W konkurencji C-2 na 500 metrów miał o nią powalczyć w osadzie z Aleksandrem Kitewskim. Miejsce naszego kanadyjkarza w tej dwójce zajął jednak Arsen Śliwiński. Wszystko przez to, że podczas krajowych konsultacji w Wałczu Norman Zezula wygrał jedynie finał B w jedynce, przez co nie załapał się do kadry narodowej i nie mógł wystartować w olimpijskich eliminacjach.
"Zdarzył mi się wypadek przy pracy, ale wrócę silniejszy. Jeśli chodzi o Paryż pozostało liczyć na cud" - przyznaje w rozmowie z Weekend FM Norman Zezula.
- Jakieś tam cuda zawsze się zdarzają, może być jakaś dzika karta czy podobne rzeczy, ale w tej chwili skupiam się na mistrzostwach Polski, tam mam robotę do zrobienia, muszę się zrehabilitować po konsultacjach w Wałczu i pokazać, że jeszcze jestem coś wart. Jest jakiś tam smutek, ale robimy robotę dalej, nikt się nie zatrzymuje i trzeba pracować jak nie na te, to na kolejne igrzyska.
Norman Zezula
Aleksander Kitewski z Arsenem Śliwińskim nie zdołali wywalczyć olimpijskiej kwalifikacji dla Polski. Minimalnie wyprzedzili ich Rosjanie, którzy startowali pod neutralną flagą.
Zobacz także:
Słuchaj w: