Najważniejszy świadek w powtórnym procesie byłego burmistrza Debrzna nie pojawił się na wczorajszej (27.09.) rozprawie w Sądzie Rejonowym w Tucholi. To mężczyzna, który na przełomie 2014 i 2015 roku zarządzał szajką najętą przez Mirosława B. do zastraszania byłego przewodniczącego Rady Miejskiej w Debrznie Zdzisława Marka. Jarosław U. tuż przed rozprawą zadzwonił do sądu poinformować, że nie dojedzie do Tucholi z powodu awarii samochodu. Inny z wezwanych świadków… zapomniał o rozprawie i też nie pojawił się na sali rozpraw.
Z Zakładu Karnego w Czarnem doprowadzony został za to Adrian P. - mężczyzna skazany za uszkodzenie okna i wybicie szyby w domu Zdzisława Marka:
- Czy kiedykolwiek ktoś mówił coś o podpaleniu domu?
- Nic, prokuratura jedynie w Lęborku badała bodajże. Ja nic o tym nie wiem.
- Czy ktoś wspominał o koktajlach Mołotowa?
- Nie mam pojęcia. Nie mam wiedzy na ten temat.
Poza nim w sądzie pojawił się też mężczyzna, który miał go zawieźć pod dom radnego Marka. W odpowiedzi na większość pytań zasłaniał się niepamięcią. Podtrzymał jednak wcześniejsze zeznania, w których mówił, że z ust najważniejszego świadka padła zapowiedź propozycji podpalenia domu, jednak odrzucił ją zanim padły konkrety.
Przypomnijmy, że były burmistrz Debrzna Mirosław B. został prawomocnie skazany za nakłanianie do zastraszania Zdzisława Marka oraz nielegalne posiadanie broni i amunicji. Pierwotnie został uniewinniony od zarzutu nakłaniania do podpalenia domu byłego przewodniczącego Rady Miejskiej w Debrznie, jednak po apelacji ten wątek procesu został zwrócony do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji. Ciąg dalszy sprawy w tucholskim sądzie w listopadzie.















