Proces zbliżał się ku końcowi, ale pojawiły się nowe wnioski dowodowe. W sprawie związanej z tragicznym pożarem w chojnickim hospicjum i śmiercią czterech jego pensjonariuszy w styczniu 2020 roku, być może powstanie nowa opinia biegłego z zakresu pożarnictwa.
To główny postulat obrony, która sugeruje przy tym, że nową opinię powinien przygotować specjalista z warszawskiej Akademii Pożarniczej. Czego zabrakło w pierwszej, którą sporządził były strażak z wieloletnim doświadczeniem?
Nie wziął pod uwagę wszystkich okoliczności, które pojawiły się w czasie rozprawy. Niektórzy świadkowie uzupełnili swoje wcześniejsze zeznania oraz okazało się, że jest więcej kamer w hospicjum niż tylko jedna, z której nagranie widział pan biegły. Dobrze, żeby nowi biegli to wszystko zobaczyli.
Tłumaczy Weekend FM autor wniosku, mecenas Tomasz Kopoczyński.
Przypomnijmy - opinia biegłego, którą dysponuje sąd w Chojnicach, a którą teraz podważa obrona, nie była korzystna dla oskarżonych - Barbary Bonny i Jerzego Krukowskiego, odpowiadających m.in. za niedopełnienie obowiązków z zakresu ochrony przeciwpożarowej.
Biegły stwierdził bowiem m.in., że gdyby w hospicjum były hydranty, a personel potrafiłby je obsługiwać, pożar, jaki w jednej z sal papierosem zaprószył pacjent, można by ugasić.
Obrońcy z taką tezą polemizują.
Czołowi strażacy, z komendantem powiatowym, którzy brali udział w akcji mówią, że jeżeli jest pożar istniejący, to strażacy chodzą z własną wodą, z własnym źródłem wody do gaszenia, a nie szukają po ścianach hydrantów. Przypomnę tylko, że pomieszczenia były potwornie zadymione i dwóch policjantów, którzy pierwsi przyszli do hospicjum, wylądowało w szpitalu po swojej interwencji. Zresztą trzeba im oddać wysoki szacunek za to, co zrobili. Nie mniej jednak, to było bardzo niebezpieczne.
Strony mają teraz czas na przestudiowanie wniosków dowodowych. Ustosunkują się do nich na kolejnej rozprawie 11 października.

.jpg)













