
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoWarszawa. 37 sekund - tyle trwała wtorkowa rozprawa w Trybunale Konstytucyjnym Julii Przyłębskiej. Obrady trzeba było odwołać, bo z piętnastu sędziów Trybunału stawiło się zaledwie dziesięciu. TK miało rozstrzygnąć spór kompetencyjny między prezydentem a Sądem Najwyższym o prawo łaski. A do tego potrzebny jest pełny skład orzekający, w którym musi uczestniczyć co najmniej 11 z 15 sędziów TK.
- Chodzi o to, aby sprawa została w TK utopiona. Żeby trwała, trwała i żeby ministrowie przetrwali, a pan prezydent wyszedł cało z tego ambarasu – ocenił Krzysztof Śmiszek z Lewicy.
- Przerażające jest to, jak można z poważnego ciała będącego ideałem funkcjonowania państwa prawa zrobić ogólne pośmiewisko i cyrk. To nie jest żaden Trybunał Konstytucyjny, ale "Trybunał kompromitacyjny" – skomentowała Barbara Nowacka z KO.
- To normalne, że jak nie ma składu, to nie odbywa się posiedzenie. Nie widzę w tym nic zdrożnego. Trzeba zapytać sędziów, dlaczego ich nie było. To ich praca, ale każdy ma prawo do usprawiedliwionej nieobecności w pracy – stwierdził Daniel Milewski w PiS-u.
Słuchaj w: