
Artykuł sponsorowany
W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.
Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:
Zamknij oknoW środę zeznawali kolejni świadkowie.
Czy w chojnickim hospicjum, w którym ponad dwa lata temu jeden z chorych zaprószył ogień, a w spowodowanym przez niego pożarze zginęły w sumie cztery osoby, tolerowano palenie w łóżkach? Odpowiedzi m.in. na to pytanie szukał dziś sąd, przed którym w roli oskarżonych stają kierujący placówką lekarze: Barbara Bonna i Jerzy Krukowski. Oboje pod zarzutem niedopełnienia obowiązków w zakresie ochrony przeciwpożarowej.
Świadkowie, czyli obecni albo byli już pracownicy hospicjum, twierdzą zgodnie, że teoretycznie w placówce obowiązywał całkowity zakaz palenia. W praktyce jednak - przynajmniej według niektórych - było z tym już znacznie gorzej.
Obłożnie chorzy mieli palić w łóżkach, w tym pacjent, który jest obciążany winą za wzniecenie pożaru. Zeznała tak dziś jedna z byłych już opiekunek medycznych, która dyżur przy chorych pełniła na dwa dni przed tragicznym zdarzeniem. Jak zapamiętała, tego dnia był on bardzo niespokojny i domagał się papierosów:
- Był agresywny i pobudzony, wyzywał nas, chciał palić. Ja pamiętam, że był odwiedzany przez rodzinę. Nie wiem, czy przynosili mu papierosy, ale tak podejrzewam. Jak widziałam, to zabierałam papierosy. Ja pamiętam, że miał nawet schowane papierosy do pampersa.
świadek
Świadek zeznała, że łamanie zakazu palenia w salach właściwie nie spotykało się z konsekwencjami. Jerzy Krukowski miał się na takie doniesienia personelu oburzać, groził nawet wydaleniem palaczy z placówki, jednak kończyło się tylko na zapowiedziach. A jedyną karą za palenie w łóżku, jaką była opiekunka sobie przypomniała, był rachunek za pościel, w której chory wypalił dziury.
Niedobra była - w jej ocenie - także atmosfera w pracy. Szefowie, czyli oskarżeni Barbara Bonna i Jerzy Krukowski, mieli do niej przyjmować osoby bez doświadczenia i umiejętności, które nie potrafiły np. przewinąć czy nakarmić chorych. A na brak komfortu dostępu do ich łóżek z trzech stron, mieli odpowiadać "jak się nie podoba, można zmienić pracę".
Świadek odpowiedziała też na pytanie sądu o liczbę personelu na dyżurach nocnych:
- Czy w pani ocenie te dwie osoby na dyżurze nocnym to była wystarczająca ilość dla tylu pacjentów, ilu się tam znajdowało?
- Zależy, jaki był oddział. Bo bywało, że była połowa zapełniona, a bywało, że był cały. I jak był cały i dużo leżących, to faktycznie przydałoby się więcej. Pamiętam jedną sytuację, kiedy miałyśmy trzy zgony na nocce, a gdyby pacjent się przewrócił, trzeba było go opatrzyć i wezwać karetkę.
świadek
Kolejna rozprawa 14 września.

Słuchaj w: