- Poruszali się drogami dwupasmowymi, najczęściej wieczorem. Typowali "ofiarę" i jechali przed nią w taki sposób, żeby sprowokować ją do wyprzedzenia. Kiedy znajdowali się w "martwym polu" lusterek drugiego kierowcy, gwałtownie przyśpieszali, doprowadzając do stłuczki. Niejednokrotnie wyłączali światła w swoim aucie, więc jeśli była to noc lub późny wieczór i było ciemno, to dla drugiego uczestnika tej kolizji drogowej byli całkowicie niewidoczni. Następnie zatrzymywali się, pokazywali nagrania ze swoich kamerek drogowych i przekonywali drugiego uczestnika kolizji, że to oni są odpowiedzialni za stłuczkę - relacjonuje Chlebicz.
Paradoksalnie, to właśnie nagrania z kamer na desce rozdzielczej aut oszustów, mające "dokumentować" winę innych kierowców, posłużyły policji za dowód przeciwko samym sprawcom procederu.














