W sobotę w Warszawie odbył się pod hasłem "Marszu o Wolność", protest przeciw wprowadzeniu przez rząd przepisów sanitarnych oraz ograniczeń w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Uczestnicy manifestacji zgromadzili się przed Pałacem Kultury i ruszyli na Pole Mokotowskie. W większości demonstranci nie mieli na sobie maseczek i nie zachowywali dystansu. Doszło do przepychanek z policją, funkcjonariusze użyli granatów hukowych i gazu. Zgromadzenie rozwiązano.
- Wczoraj, zgodnie z naszą zapowiedzią, przyświecała nam zasada zero tolerancji. Podjęto czynności wobec wszystkich osób, które w naszej ocenie dopuściły się naruszeń przepisów prawa. Łącznie wylegitymowano 1148 osób. Do sądu skierowanych zostanie blisko 800 wniosków, nałożono także 69 mandatów karnych. Ponad 100 wniosków dotyczy osób, które tamowały ruch. Oczywiście to nie koniec. W związku z naruszonymi obostrzeniami skierowanych zostanie do sanepidu 538 notatek - powiedział w niedzielę (21.03) rano Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.
Na Polu Mokotowskim, gdzie po przemarszu odbywał się antycovidowy wiec, doszło do przepychanek z policją. Funkcjonariusze zostali zaatakowani. Użyto m.in. gazu paraliżującego. Czworo policjantów zostało rannych. Troje z nich trafiło do szpitala.
Zaznaczył, że w związku z tym zatrzymano sześć osób. - Jedna osoba była poszukiwana listem gończym do odbycia kary aresztu. Cztery osoby dopuściły się naruszenia nietykalności cielesnej policjantów. Ostatnia z osób została zatrzymana za posiadanie narkotyków (mefedron). Zatrzymany mężczyzna był nietrzeźwy - poinformował Marczak. I zastrzegł, że sobotnia manifestacja cały czas nie jest ostatecznie rozliczona.














