Organizatorzy ustawionej w centrum Chojnic plenerowej wystawy fotograficznej, poświęconej wydarzeniom grudnia 1970 roku zarzucają uczestnikom manifestacji przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego zniszczenie części fotografii. Wystawę zorganizowało biuro poselskie posła PiS Aleksandra Mrówczyńskiego.
Podczas demonstracji zawieszono na zorganizowanej przez biuro poselskie wystawę banery, po których pisano farbą. Farba przebiła na wieloformatowe fotografie i ramy, które zostały pobrudzone, zniszczone tą czerwoną farbą.
Mówi Weekend FM dyrektor biura chojnickiego posła Wojciech Rolbiecki, który o incydencie powiadomił policję.
Informacja trafiła też do burmistrza Arseniusza Finstera, który zadeklarował, że miasto własnymi środkami doprowadzi wystawę na rynku do stanu pierwotnego.
W piątek Wojciech Rolbiecki przysłał do mediów oświadczenie w tej sprawie:
OŚWIADCZENIE WOJCIECHA ROLBIECKIEGO
W dniu 3 lutego 2021 roku podczas demonstracji zwolenników aborcji na Starym Rynku w Chojnicach, zostały częściowo zdewastowane (pomalowane czerwoną farbą) fotografie wielkoformatowe oraz ramy wystawy zorganizowanej przez biuro poselskie.
Uczestnicy manifestacji na wystawie poświęconej tragicznym wydarzeniom grudnia 1970 roku na Wybrzeżu zawiesili duże bannery, na których wykonywali napisy farbą.
Sprawa został zgłoszona w dniu wczorajszym (04.02) na Komendzie Powiatowej Policji w Chojnicach. KPP prowadzi dochodzenie w celu ustalenia organizatorów manifestacji oraz osób, który zniszczyły własność bydgoskiego oddziału IPN-u. O wydarzeniu został poinformowany burmistrz Chojnic.
Jako organizator wystawy jestem oburzony działaniami zwolenników aborcji, którzy podczas manifestacji swoich poglądów pomazali farbą wystawę o krwawych wydarzeniach sprzed 50. lat, podczas których zamordowano 45 osób, a 1200 zostało rannych. Demonstranci wykazali się skrajnym brakiem szacunku dla pamięci ofiar tych tragicznych wydarzeń.
z poważaniem,
Wojciech Rolbiecki
Dyrektor Biura Posła na Sejm RP
Aleksandra Mikołaja Mrówczyńskiego
"To był przypadek"
"Nasze działania w żaden sposób nie miały komentować treści wystawy, a tym bardziej nie miały na celu jej dewastacji." - tak organizatorzy manifestacji przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego w Chojnicach odnoszą się do zarzutu zniszczenia wystawy fotograficznej poświęconej wydarzeniom Grudnia ´70.
"Zauważyliśmy, że w kilku miejscach farba z transparentów przebiła materiał i pobrudziła ramy, w których są zdjęcia. To był totalny przypadek, a nie celowe działanie" - mówi Weekend FM jedna z organizatorek manifestacji antyaborcyjnej w Chojnicach Anna Smugała:
To był totalny przypadek, bo po prostu spray przebił płótno, na którym było coś malowane. I było tam parę małych plamek, już moja koleżanka dzwoniła do Chojnickiego Centrum Kultury i Chojnickie Centrum Kultury powiedziało, że nic nie szkodzi i że oni to po prostu przeczyszczą. Bo to prawdopodobnie w ogóle może zejdzie jak tylko się rozmrozi, bo to było w takich paru miejscach na lodzie, także nie wiem, czy to w ogóle pozostanie na tych ramach.
Mówi Weekend FM współorganizatorka chojnickiego protestu Anna Smugała. Jak dodaje, po tym jak organizatorki dowiedziały się, że wystawa nie należy jednak do ChCK-u, pojechały na miejsce i samodzielnie usunęły pozostałości farby z ram.
W piątek późnym wieczorem organizatorki Strajku Kobiet w Chojnicach wydały oświadczenie.
OŚWIADCZENIE ORGANIZATOREK STRAJKU KOBIET W CHOJNICACH
Chciałybyśmy zabrać głos w związku ze skierowanym w naszą stronę zarzutem o zdewastowanie tablic wystawy „Bunt robotników. Grudzień 1970 – luty 1971.” z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej z Bydgoszczy zorganizowanej przez Dyrektora Biura Poselskiego Aleksandra Mikołaja Mrówczyńskiego, Wojciecha Rolbieckiego .
Jednym z punktów demonstracji „NIE dla pseudo wyroku TK w Chojnicach” było zaangażowanie uczestników do ekspresji swoich uczuć i przemyśleń na odwrocie wcześniej wykonanego baneru. Transparent umieszczony był na około 12-metrowej płachcie materiału, na której widniało wcześniej napisane przez nas hasło: „Chojnice walczą o prawo do aborcji”. Planowałyśmy, w zależności od pogody, położyć go na ziemi lub rozwiesić w przestrzeni rynku używając przygotowanych opasek zaciskowych i sznureczków, aby dać innym uczestniczkom i uczestnikom protestu szansę na umieszczenie na jego odwrocie bliskich im haseł, a następnie zwinąć baner i zakończyć zgromadzenie. Planem było tymczasowe i nieinwazyjne działanie, stąd też propozycja ekspresji na zorganizowanym przez nas materiale, za pomocą przyniesionych przez nas farb plakatowych, pisaków i sprayu. Podczas przemarszu zaczął padać śnieg z deszczem i nie było mowy o dłuższym działaniu, które mobilizowałoby zgromadzonych. Zapadła spontaniczna decyzja o wykorzystaniu gablot o podobnej długości do baneru w celu podwieszenie go na chwilę . Nasze działania w żaden sposób nie miały komentować treści wystawy, a tym bardziej nie miały na celu jej dewastacji. Były wykorzystane z powodów wyłącznie technicznych, jako jeden z elementów małej architektury rynku, na czas ok. 10 min.
Ponieważ w trakcie działania deszcz się nasilił , płótno w jednym miejscu przemokło i farba akrylowa w kilku miejscach odbiła się małymi (ok. 1cm) plamkami na aluminiowych tablicach i plexi , w których widnieją plakaty. Gabloty w momencie zdarzenia były dodatkowo całkowicie pokryte lodem (deszcz od razu zamarzał).
W momencie zajścia przekazałyśmy policji informację, że jesteśmy gotowe i chętne, aby usunąć ślady, chciałyśmy to zrobić natychmiast, była to bowiem kwestia przetarcia ram i plexi gąbką z odpowiednim środkiem. Policja powstrzymała nas zaznaczając, że musi zabezpieczyć dowody i przekazać informacje miastu, a następnie zadzwoniła po kogoś i wykonywała nagrania przez dłuższą chwilę, podczas której musieliśmy się rozejść.
Sądząc, że gabloty należą do Chojnickiego Centrum Kultury (jedna z protestujących osób wyrażała takie przekonanie) , natychmiast skontaktowałyśmy się z nimi, żeby poinformować o zajściu i wyrazić chęć usunięcia plamek w dowolnym trybie. ChCK obiecał sprawdzić sprawę. Dzisiaj dowiedziałyśmy się jednak, że gabloty nie należą do nich, i natychmiast udałyśmy się na miejsce, aby, zgodnie z pierwotnym założeniem, usunąć ślady samodzielnie. Kropki zostały zmyte jednak wcześniej . To z naszej perspektywy przykra sprawa, bo czułyśmy się zobowiązane, aby je usunąć. Podczas dzisiejszej wizyty i oględzin znalazłyśmy jeszcze jeden ślad, po drugiej stronie instalacji, który najwyraźniej umknął oczom policjantów i stąd też nie został wcześniej usunięty. Usunęłyśmy go z łatwością i zapałem.
Chcemy wyraźnie zaznaczyć, że nasze działania nie miały wchodzić w relację z treścią wystawy w żadnym wymiarze, a także powtórzyć raz jeszcze, że naszym celem nie była dewastacja ani zniszczenie mienia. Używałyśmy bezpiecznych i sprawdzonych materiałów, co do których miałyśmy pewność, że nie wyrządzą szkód. Zachęcamy do odwiedzenia wystawy i przekonania się, że po zajściu nie ma śladu i że farba nie miała kontaktu z wydrukami.
Byłyśmy zaskoczone, kiedy dowiedziałyśmy się dzisiaj, że ukazał się artykuł o niszczeniu mienia, sugerujący nasze złe zamiary i brak szacunku dla bohaterów wystawy. One takie po prostu nie były. Nikt z redakcji Chojnice.tv nie zgłosił się do nas z prośbą o wyjaśnienie zajścia lub komentarz, mimo że nasze dane są ogólnodostępne i nie wymagają ustalania. Są one wskazane w publicznym wydarzeniu , a podczas demonstracji zostałyśmy wylegitymowane przez policję. I to właśnie jej przedstawiciel poinformował nas o tym, że przekaże zabezpieczony materiał z nagrań miastu. Jedyne nad czym ubolewamy, to że nie udało nam się plamek usunąć w całości samodzielnie, a zaangażowano do tego osoby trzecie, według nas niepotrzebnie. Podkreślę raz jeszcze, że chciałyśmy to zrobić w momencie zdarzenia (mamy pełną świadomość , że ślady po farbie akrylowej na plastikowych i metalowych elementach usuwa się po prostu od ręki), ale uniemożliwiła to policja.
Mamy nadzieję, że powodem tego nieporozumienia jest realna troska o wystawę i pamięć o wydarzeniach protestów, do której się dołączamy i uważamy za część naszej wspólnej historii, a nie wynika z chęci przedstawienia pokojowych demonstrantów w złym świetle. Chcemy także wyrazić ubolewanie, że nasze działania zostały tak odebrane przez twórcę wystawy i podkreślić, że na zdjęciach jednak wystawy nie widać , bo i naszym celem nie było wykorzystywanie jej kontekstu.
Z wyrazami szacunku
Anna Smugała
Martyna Miller
05.02.2020
ZOBACZ RÓWNIEŻ:















