Dziewczyny interesujące się make-upem z pewnością wiedzą, co to draping. Metoda polega na modelowaniu twarzy właśnie za pomocą zmieszanych ze sobą różnych, jaśniejszych i ciemniejszych, odcieni różów. Taki wizaż uzupełnia się odrobiną pudru rozświetlającego. Od paru sezonów na wybiegach rządzi jednak sposób odrobinę inny – blushshadow. Na czym polega? Na traktowaniu różu jak cienia do powiek, i na odwrót.
Kolor na całej twarzy
Technika blushshadow bazuje na płynnym przeciąganiu różu od kości jarzmowych, przez skronie, aż w stronę oczu. W efekcie powinny powstać wyraziste półksiężyce, które będą stanowiły kluczowy punkt makijażu. Ważne, że róże do policzków można zastąpić dowolnym pigmentem – nie tylko sypkim czy wypiekanym, lecz także kremowym. Ten ostatni będzie się też nadawał do wykorzystania w funkcji szminki do ust.
Początkujące panie powinny sięgać po odcienie delikatne i pastelowe, np. koralowy czy morelowy. W odważniejszym wydaniu perfekcyjne będą: wyrazisty pomarańczowy, fuksjowy albo wręcz neonowy różowy. Z kolei opcja dla prawdziwych trendsetterek to fioletowy, a nawet... żółty! Warto kupować kosmetyki zarówno klasycznie matowe bądź perłowe, jak i holograficzne.
Uwaga! Pamiętaj, że róż musi być idealnie roztarty (najlepiej puchatym pędzlem) – tylko wtedy będzie wyglądał świeżo, a nie jak tandetna i przypadkowa plama koloru. Żeby uzyskać taki rezultat, wcześniej zanurz włosie w sypkim pudrze mineralnym i dopiero potem nanieś róż.
Róż do policzków – najważniejszy punkt makijażu
Jeśli intensywne chmurki będą mocno widoczne na Twoich policzkach i powiekach, reszta make-upu powinna być subtelna i minimalistyczna. Zadbaj o dobre nawilżenie cery i zamiast ciężkiego podkładu zaaplikuj lekki krem BB. Rzęsy delikatnie wytuszuj, a brwi podkreśl bezbarwnym żelem. Usta zostaw w kolorze jak najbardziej neutralnym, ale korespondującym z różem – zamiast mocnej pomadki wystarczy balsam albo błyszczyk.
Dagmara Deska














