Jak ustalił reporter TVN24, chłopcy mieli oprzeć się o framugę okna oraz umieszczoną na niej moskitierę. Wtedy wypadły przez okno na bruk pomiędzy zaparkowanym samochodem a budynkiem.
– Siedzieliśmy w domu, nagle usłyszeliśmy huk. Wyleciałem szybko na zewnątrz. Jedno dziecko leżało tuż przy kole auta, drugie siedziało. Pojawił się jeszcze jeden mężczyzna, który mówił mi, co mam robić. Chyba był ratownikiem. Po chwili przeskoczył przez płot i też udzielał pomocy. Chłopiec, który leżał był w tragicznym stanie, a ten drugi, który siedział był pokrwawiony – opowiadał Ryszard Kwiatkowski, świadek zdarzenia.
Dzieci przewieziono do szpitala. Niestety jednego z nich nie udało się uratować. Chłopiec zmarł wskutek odniesionych obrażeń. Drugi czterolatek przebywa pod opieką lekarzy. Został przetransportowany do szpitala w Poznaniu.
Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że dzieci były pod opieką matki. Wiadomo, że kobieta była trzeźwa. W mieszkaniu znajdowała się jeszcze jej 10-letnia córka.
Sprawę bada prokuratura. Postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci oraz narażenia drugiego dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia.














