Oboje nie żyją. Podczas zatrzymania sprawca był bardzo agresywny i został postrzelony przez policję. Gdy trafił do szpitala, nadal był bardzo pobudzony, co uniemożliwiało zrobienie mu badań.
- Zdawał relację z tego, co zrobił. Zdawało się, że to jest rzeczowa odpowiedź na pytania. Natomiast był agresywny i pobudzony – powiedział Adam Gryc, chirurg ze szpitala w Bolesławcu.
- Zabezpieczano ślady zdarzenia, przesłuchiwano świadków. Prawdopodobnie w poniedziałek zostanie przeprowadzona sekcja zwłok i poznamy przyczynę śmierci pokrzywdzonych. Mężczyzna był 10 lat temu skazany za znęcanie się nad osobą najbliższą – wyjaśnił rzecznik prokuratury w Jeleniej Górze, Tomasz Czułowski.
- Nie było żadnych sygnałów, żadnej niebieskiej karty. Dziecko nie miało żadnych śladów. Pracownicy nasi są przeszkoleni na tego rodzaju rzeczy, niczego nie zauważyli – powiedział Tadeusz Kupczak, dyrektor MOPS w Bolesławcu. Jak podkreślił, rodzina została jednak sklasyfikowana jako niewydolna wychowawczo.














