Zdaniem Bartosza Blumy, w mieście są ważniejsze potrzeby, niż program in vitro, a sama metoda, zdaniem działacza PiS-u, jest mało skuteczna i droga.
Jednym z głównych zarzutów kierowanych pod adresem burmistrza Chojnic jest także upolitycznienie idei in vitro:
To działanie, mimo że pan burmistrz będzie się zaklinał, że ono takim nie jest, ono jest typowo politycznym działaniem. I zresztą podkreśla to, że wynika ono z działań podejmowanych przez rządzącą partię, czyli Prawo i Sprawiedliwość i plany wprowadzenia dwukadencyjności w naszym kraju. Ja to traktuję jako szukanie poparcia być może elektoratu już w kolejnych wyborach, jeżeli pan burmistrz nie będzie mógł startować w wyborach na burmistrza, może będzie startował do parlamentu. To jest może takie zagranie, które ma służyć temu, żeby ten elektorat powoli zdobywać.
Mówi Radiu Weekend Bartosz Bluma.
I dodaje, że członkowie PiS-u z Chojnic, łącznie z posłem Aleksandrem Mrówczyńskim, mają w stosunku do in vitro takie samo zdanie, jak środowiska katolickie.
Sam poseł powiedział nam, że utożsamia się w pełni z rządowym "programem kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego", którego celem jest leczenie niepłodności, a nie zawierającym in vitro.














