Cel - zawsze szczytny: zbiórka na przybory szkolne dla biednych dzieci bądź na rehabilitację osób poszkodowanych w wypadkach albo - tak jak ostatnio - na pomoc rodzinie, która straciła dom. Niestety, wyniki takich akcji bardzo często są mizerne. Zarówno jeśli chodzi o zebrane kwoty, jak i o udział publiczności.
Nasz reporter Michał Drejer sprawdzał, czy organizowanie imprez charytatywnych ma jeszcze jakiś sens:
Wrzesień tego roku, Kościerzyna: na stadionie moc atrakcji - wystawione są motocykle, nietuzinkowe samochody osobowe i ciężarówki, na scenie grają lokalne zespoły, a na zakończenie gwiazda - Kobranocka. wszystko po to, by zebrać pieniądze na leczenie dwóch poważnie chorych 17-latków. Frekwencja jest jednak mizerna, podobnie jak wynik finansowy: zebrano 4200 złotych.
Inny przykład: Chojnice i niedawny mecz charytatywny na stadionie Chojniczanki. wynik sportowy: remis, wynik finansowy: 1600 złotych. i trybuny, które świeciły pustkami.
I ostatni, najświeższy charytatywny event: w tucholskim osirze wystąpili rycerze z bractwa Tur, Teatr Niepokorny oraz zespół rockowy - idea: zbiórka na rzecz odbudowy domu rodziny z Wysokiej Wsi, który został zniszczony w wyniku wybuchu gazu. Organizatorzy spodziewali się 500 widzów, przyszło... zaledwie około 50.
A najbardziej porażający był pierwszy rząd krzeseł z rezerwacją dla tak zwanych vipów, który do końca pozostał pusty. Zebrana kwota także może porazić: to niespełna 1100 złotych.
- Być może część ludzi w naszym społeczeństwie jest przesycona tymi akcjami - ocenia doktor Radosław Kossakowski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego. - Ja bym nie upatrywał tutaj przyczyny w degeneracji sumienia czy dobrego serca Polaków.
Mimo że frekwencja jest często bardzo słaba, a koszty organizacji wyższe niż zebrana kwota, sensu przygotowywania imprez charytatywnych chyba jednak nie powinno się poddawać w wątpliwość. Przecież każdy z nas może kiedyś znaleźć się w sytuacji, gdy będzie mógł liczyć tylko na dobre serce innych.














