Każą na zjechać na bok, zaglądają do samochodów. Jeden wchodzi do środka, przeszukuje nasze bagaże i każe otworzyć karton z darami. - Alkohol? - pyta. Kręcimy głowami – wiemy, że do Mauretanii nie wolno wwozić żadnych trunków.
Strażnik pokazuje, że ma dzieci. Po co nam to mówi? Bo on też domaga się od nas jakiegoś drobiazgu.
Wszędzie kolejki, trzeba wypełniać kolejne papiery – również dla naszych kaczek. Wreszcie mamy zebrane wszystkie pieczątki. Z ulgą opuszczamy ostatni przystanek. Odkąd stanęliśmy pierwszej przygranicznej kolejce, minęło prawie dziewięć godzin! Mauretania nie przywitała nas zbyt gościnnie. Jak będzie później?














