Za 50 dirhamów moglibyśmy przesunąć się do przodu. Wolimy poczekać, choć nie wiemy, jak długo. Znów trzeba wypełnić papierki. Po kolei idziemy do budki celnika pokazać paszport – i twarz. Potem kolejna kolejka. - To dopiero wyjazd z Maroko. W Mauretanii będziemy pewnie dopiero za kilka godzin – uprzedza Łukasz.
Opuszczamy Maroko – i kolejny szok. Między Marokiem a Mauretanią jest kilkukilometrowy fragment ziemi niczyjej, który wygląda jak pobojowisko. Uważnie trzeba wypatrywać drogi wśród dziur i kolein. Po obu stronach drut kolczasty – i ostrzeżenie przez minami. Do tego góry śmieci, począwszy od worków, plastikowych butelek i papierów, skończywszy na wrakach samochodów i częściach motoryzacyjnych.














