Może świeżo wyciskany sok z pomarańczy? Sprzedawca pokazuje bezzębny uśmiech. Sok jest pyszny i kosztuje grosze.
- Tu nie ma bezrobocia, każdy znajduje dla siebie zajęcie – śmieje się Jacek. Na suku można kupić drewniane sitko albo ręcznie kute foremki do ciastek, „fachowcy” naprawiają buty, opony, meble, ubrania, zapraszają do zjedzenia u nich bułki z kawałkami mięsa albo marokańskiej zupy.
Ktoś wrażliwy na sterylną czystość i higienę byłby przerażony: kucharze wszystko nakładają rękoma, mięso grillują na wózkach, a sztućce pozostają w sferze marzeń. Chłopaki ochoczo ruszają do straganiarzy smażących mielone mięso i grillujących kawałki jagnięciny.
Decydujemy się na harirę – marokańską zupę z makaronem. Chłopaki próbują różnych rodzajów kebabu – w połówce okrągłej bułki można znaleźć grillowaną jagnięcinę, mielone z jajkiem, smażone na wielkiej gorącej płycie albo rybę z dodatkami.














