Blog uczestników podróży

Na marokańskim suku

Wieczorem pierwsza wizyta na marokańskim suku, czyli miejskim targu. Gwar, krzyki sprzedawców, zapach marokańskich przypraw i kiszonych cytryn, smrodek sprzedawanych i na miejscu czyszczonych ryb – wszystko miesza się ze sobą.

Na marokańskim suku
fot. Daniel Frymark

Może świeżo wyciskany sok z pomarańczy? Sprzedawca pokazuje bezzębny uśmiech. Sok jest pyszny i kosztuje grosze.

- Tu nie ma bezrobocia, każdy znajduje dla siebie zajęcie – śmieje się Jacek. Na suku można kupić drewniane sitko albo ręcznie kute foremki do ciastek, „fachowcy” naprawiają buty, opony, meble, ubrania, zapraszają do zjedzenia u nich bułki z kawałkami mięsa albo marokańskiej zupy.

Ktoś wrażliwy na sterylną czystość i higienę byłby przerażony: kucharze wszystko nakładają rękoma, mięso grillują na wózkach, a sztućce pozostają w sferze marzeń. Chłopaki ochoczo ruszają do straganiarzy smażących mielone mięso i grillujących kawałki jagnięciny.
Decydujemy się na harirę – marokańską zupę z makaronem. Chłopaki próbują różnych rodzajów kebabu – w połówce okrągłej bułki można znaleźć grillowaną jagnięcinę, mielone z jajkiem, smażone na wielkiej gorącej płycie albo rybę z dodatkami.

Więcej wiadomości w Weekend FM

Wyślij wiadomość

Wyślij wiadomość do DJ-a prowadzącego w Radiu Weekend FM lub działu informacji Radia Weekend i portalu WeekendFM.pl.

Wybrane zdjęcie
Maksymalny rozmiar pliku: 7.00 MB

W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (RODO) zmieniamy naszą Politykę Prywatności i Regulamin Portalu.

Prosimy o zapoznanie się ze zmianami. Więcej informacji na temat przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz tutaj:

Zamknij okno