Po kilku rundkach po wąskich uliczkach w centrum znowu wracamy na ten sam parking – bo nic innego nie możemy znaleźć. - No, no, no – kręci głową parkingowy. Pokazuje na migi: - Za duże auto! Nie da rady. Czy możemy chociaż spróbować? Nie ma mowy!
Kolejna godzina w aucie, nadal szukamy noclegu dla kaczek. Trzeci raz pozjeżdżamy pod kilkupiętrowy parking. Bartek wchodzi do budki parkingowego. Mówi mu łamanym francuskim, że nie zamierza wyjść, dopóki się nie dogadają. Gość się zgadza, podaje cenę – 100 dirhamów za dwa auta. Bartek nawet się nie targuje. Dzięki niemu mamy gdzie się zatrzymać. Ze zdziwieniem wjeżdżamy na coraz wyższe piętra parkingu, który wydawał się podziemny. Osiem kondygnacji!














