Ludzie kluczą między samochodami, nie zwracając uwagi ani na czerwone światło, ani na jeżdżące auta. Nasi panowie są zachwyceni ulicznym ściskiem. Czują się za kółkiem jak w GTA...
Tu kierowcy mają miarę w oku – parkują i mijają się na odległość kilku centymetrów! Kto nie zna tych zasad, ten nie ma nawet po co wjeżdżać w wąskie uliczki albo dostanie bolesną lekcję - przejeżdżający motorowerzysta uderza głową o nasze prawe lusterko. Nie złości się, ale jeszcze nas przeprasza!
Przydaje się doświadczenie Arka w prowadzeniu ciężarówki po ruchliwych miejskich ulicach. Jacek też jeździ, jakby wychowywał się na ulicach Rabatu. - Chyba kupię sobie niebieski wóz i zacznę jeździć po mieście taksówką – żartuje.
Po Maroku najłatwiej się poruszać taksówkami – są tanie i jest ich dużo. Każde większe miasto ma auta w innym kolorze: po Rabacie jeżdżą niebieskie, po Casablance – czerwone, po Marrakeszu – piaskowe. Po mieście można się poruszać mniejszymi autami – petit taxis, na trasie międzymiastowej kursują grand taxis – stare duże mercedesy. I o ile do „petitków” wchodzi standardowa liczba pasażerów, o tyle „grandy” zabierają na pokład aż sześć osób: cztery z tyłu i dwie z przodu. Najczęściej nie wyruszają w trasę, dopóki nie zbiorą kompletu. Jeśli pasażerowie nie chcą czekać, muszą zapłacić za wolne miejsca.














