Ambasada – to słowo nieco na wyrost, bo dla ludzi starających się o dokumenty oznacza obskurne okienko z urzędnikiem w środku.
Wstajemy o świcie, żeby stanąć w kolejce po wizę. Najpierw trzeba wypełnić wniosek. Proste? Może, gdyby nie to, że dwustronicowy dokument trzeba wypełnić po francusku. Wertujemy słowniki, Łukasz idzie podpytać w kolejce, co i jak. Są i tacy, którzy bardzo chętnie by nam pomogli – za kilka dirhamów. - We are from Poland, we have no money – rozkłada ręce Łukasz.
Długa kolejka do okienka. Po kilku godzinach wypełniania papierków i wyczekiwania zostawiamy paszporty i wnioski. Trzeba czekać. Jak długo? Mamy przyjść po 15.00 następnego dnia. Lżejsi każdy o 340 dirhamów – czyli jakieś 150 złotych - ruszamy dalej, na poszukiwanie hotelu – i parkingu dla naszych kaczek.














