Różne wiktuały z udziałem darów lasu już spożywałem, ale czymś takim nawet bym nie pomyślał. Sprawdźcie o co chodzi!
Wszem i wobec nie muszę tego ogłaszać, bo wszyscy dobrze wiecie, że dziś jest piątek. Mój redakcyjny kolega Staszek „dobre nazwisko” Kaczyński powtarza – Piątek weekendu początek. Jak weekendu początek to i popłynąć można. A lepiej się nie da popłynąć jak na produktach leśnych. Przez całe lata mojego średniej długości życia udało mi się poznać nalewki z czarnego bzu, malin, pigwy. Coś tam z dodatkiem głogu się trafiło i wino z jagód wcale nie gumisiowych jak to się mówi na smaka łyknąłem. Nawet o dodawaniu owoców jałowca do alkoholi słyszałem, ale żeby piwo z igieł sosny robić. Podobno jest taki browar we Włoszech, który tego typu trunki wytwarza. Pomyślałem, że dobrze byłoby spróbować, bo człowiek nie wielbłąd i napić się musi, ale przeraził mnie syndrom dnia drugiego, bo jak go przetrwać gdy odbija się żywicą.













