Pewnie w jego oczach wyszedłem na ,,łosia” bo spokojnie się odwrócił i poszedł dostojnie w przeciwna stronę. Postałem jeszcze chwilkę przyglądając się jak odchodzi i od tego czasu nie udało mi się zobaczyć innego łosia.
Ma garbaty nos, brodę, łopaty i nie jest to cieć, co zimą chodnik odśnieża. To łoś, nasz największy jeleniowaty. Stąpa ostrożnie i lekko po bagnach i błocie, nawet rzeka nie jest mu przeszkodą, bo pływa doskonale, a gdy potrzeba to i nurkuje. Jest inochodem albo skroczem - jak kto woli. Znaczy to, że gdy się porusza, to jednocześnie unosi nogi z jednej strony. Dwie z lewej, dwie z prawej, dwie z lewej, dwie z prawej i tak do przodu. Jeszcze dziesięć lat temu było ich zaledwie dwa tysiące, dziś zaś cztery razy więcej. Jest to wynik zakazu polowań na te sympatyczne zwierzaki. Gdybyś kiedyś na spacerze, drogi słuchaczu natknął się na to zwierze, to pamiętaj tak po ludzku żeby nie wyjść na...łosia.














