Obrosłe legendą „nagie miecze”, które wielki mistrz Zakonu krzyżackiego Urlich von Jungingen wysłał pod Grunwaldem w darze Władysławowi Jagielle, pochodziły z Tucholi. Pomysł, jak podaje Długosz, pochodził od komtura tucholskiego Henryka von Schwelborn.
Bitwa pod Grunwaldem rozpoczęła się 15 lipca 1410 r. dopiero około południa. Naprzeciw armii zgromadzonej przez Zakon stały siły polsko – litewsko – tatarskie, ukryte w lesie. Wielki mistrz, chcąc sprowokować przeciwników do rozpoczęcia natarcia, wysłał do polskiego obozu posłów z podarunkiem dla króla. Tak opisuje to zdarzenie Długosz (s. 53):
"Najjaśniejszy królu! wielki mistrz Pruski Ulryk śle tobie i twojemu bratu (?) przez nas, swoich heroldów, to dwa miecze w pomoc do zbliżającej się walki, abyś przy tej pomocy i orężu twego ludu nie tak gnuśnie i z większą niźli okazujesz odwagą wystąpił do bitwy; a iżbyś się nie chował w tych gajach i zaroślach, ale na otwartem polu wyszedł walczyć”.
Bitwa trwała około 6 godzin i skończyła się przed zachodem słońca. Armia krzyżacka została pokonana, w czasie walki zginął wielki mistrz. Natomiast komtur tucholski, który publicznie chwalił się swoją odwagą, uciekł z pola walki. Zginął jednak dogoniony przez harcowników w okolicach Susza.
Krzyżacki podarunek przez wiele lat był przechowywany w wawelskim skarbcu. Miecze były noszone przed królami podczas uroczystości koronacyjnych. Na potrzeby koronacji króla Augusta III w 1734 r. wykonano nawet ich kopie, bo oryginały, wraz ze skarbcem koronnym, były wówczas ukryte na Jasnej Górze.
W czasie rozbiorów miecze spod Grunwaldu trafiły do do kolekcji Czartoryskich w Puławach. Po powstaniu listopadowym przechowywane były przez proboszcza parafii w pobliskich Włostowicach. W 1853 r., po denuncjacji, zostały zarekwirowane i wywiezione do Rosji. Wtedy ślad po nich zaginął.
Posłuchaj programu:














