Chojnice: księgowe, oskarżone ws. chojnickiej "ósemki", złożyły oświadczenia
Księgowe - oskarżone w sprawie wyprowadzenia ze szkoły w Chojnicach ponad pół mln zł – przemówiły.
Elżbieta Z. i Urszula J. wygłosiły w sądzie oświadczenia. Coraz bardziej krystalizuje się linia obrony oskarżonych kobiet. Tymczasem świadkowie strony poszkodowanej, czyli ratusza, gubią się w zeznaniach.
Przypomnijmy, księgowe Elżbieta Z. i Urszula J. oskarżone są o przywłaszczenie pół miliona złotych ze szkolnej kasy. Bożena R. , była ratuszowa rewidentka, o niedopełnienie obowiązków w zakresie kontroli finansowych, czym umożliwiła księgowym przywłaszczenie tak dużej sumy.
W sądzie próbowano rozwiązać zagadkę zniknięcia ze szkoły ksiąg rachunkowych. Elżbieta Z. utrzymuje, że je prowadziła. Urzędnicy ratusza twierdzą, że nie, bo ich w szkole nie znaleźli. W sądzie mówił o tym dyrektor generalny urzędu Robert Wajlonis. „Skoro ich nie prowadzono, to jak mogły powstawać sprawozdania finansowe szkoły, które otrzymywał ratusz”? – pytał adwokat. „No jakąś księgowość trzeba było prowadzić” – uznał Wajlonis. Nie potrafił odpowiedzieć, których dokładnie ksiąg brakowało. Adwokatom na dodatek udało się podważyć znaczenie zeznań Wajlonisa, bo spora ich część to były fakty zasłyszane przez niego od osób trzecich. Moment zagubienia świadka wykorzystała obrona. Przemówiła oskarżona. „Burmistrz zmusił mnie w ratuszu do napisania oświadczenia, że nie prowadziłam ksiąg. Zrobiłam to pod jego przymusem. ” Arseniusz Finster tłumaczył już wcześniej, że księgowa miała to napisać dobrowolnie.
Duże problemy z ustaleniem faktów miała także ratuszowa referentka, która kontrolowała finanse szkoły po zwolnieniu księgowej. Okazało się nawet, że kontrolowanych w szkole dokumentów nie starano się specjalnie zabezpieczyć. Pytania adwokatów zmierzały do jednego: księgi mógł ktoś ze szkoły wynieść i nie musiała to być księgowa.
Druga z oskarżonych, księgowa kasy zapomogowo-pożyczkowej, z której pieniądze wypływały, przemówiła w trakcie zeznań członka tej kasy. Urszula J. miała mu się przyznać do kradzieży pieniędzy i powiedzieć, że sprawa nie wyjdzie na jaw, bo wie o niej zbyt wielu pracowników ratusza. Urszula J. w sądzie powiedziała, że takich rozmów nie było, a świadek mówi nieprawdę.
Do tego dochodzi jeszcze plątanina w zeznaniach świadków. Dodajmy - plątanina urzędników.













