Byli samorządowcy biorą kasę za zaległe urlopy
Niełatwo jest się pożegnać ze stanowiskiem, które zajmowało się od wielu lat.
Jednym z rekordzistów jest były wójt Kęsowa, Stanisław Pawlak, który nie zdążył skorzystać z urlopu przez 3 lata. Gmina musiała mu wypłacić ekwiwalent za 81 dni urlopu, co razem z odprawą dało kwotę blisko 38 tys. zł. To spory wydatek dla skromnego budżetu gminy Kęsowo.
„Wypłata takich pieniędzy bolała” - mówi obecny wójt Kęsowa Radosław Januszewski. Podkreśla, że te pieniądze mogły zostać wykorzystane na inne cele np. na sporządzenie dokumentacji dotyczących gminnych inwestycji. Jednak zgodnie z Kodeksem Pracy za niewykorzystany urlop trzeba zapłacić.
Sporą sumkę odebrał też burmistrz Tucholi, Edmund Kowalski. Za 52 dni urlopu odebrał z kasy miejskiej blisko 20 tys. zł. Razem z odprawą uzbierało się na pożegnanie ok. 35 tys. zł.
Były burmistrz Brus, Jerzy Fijas, znalazł więcej czasu na odpoczynek. Zostało mu 24 dni zaległego urlopu, za co otrzymał 11 tys. zł. Czas na urlop znalazł też Andrzej Marach, były burmistrz Więcborka. Za zaległy urlop odebrał jedyne 1. 500 zł.
Pracownik powinien wykorzystać swój urlop do końca roku. W wyjątkowych sytuacjach do końca marca roku następnego. Zadbać powinien o to pracodawca. Włodarza pod tym względem powinien dopilnować przewodniczący rady. Samorządowcy najczęściej tłumaczą, że nie mieli czasu na urlop z uwagi na obowiązki służbowe. Urlop zaległy, przedawnia się dopiero po 3 latach.













