Arseniusz Finster kontra Mariusz Janik – porozumienia brak
Akt oskarżenia usłyszał we wtorek (18.
We wtorek przesłuchano 3 świadków burmistrza, a przy okazji obecni na sali dowiedzieli się, kto z kim sypia bądź miał sypiać, kto się lubi mniej lub bardziej.
Świadkiem była m. in. pracownica Urzędu Miejskiego zatrudniona w Straży Miejskiej. To ona nagrała prywatną rozmowę z Janikiem w swoim domu. Dyktafon, który otrzymała od burmistrza zdołała ukryć w staniku – jak przyznała.
Dlaczego zdecydowała się na nagranie? Nie mogła dłużej znieść oszczerstw pod adresem swojego pracodawcy. „Nawet gdyby burmistrz nie poprosił mnie o to nagranie, sama bym to zrobiła” – uznała. Istotne jest to, że było jej żal tylko pomówionego burmistrza i dla niego nagrała z takim poświęceniem rozmowę. Inni rzekomo pomówieni przez Janika, nie wzbudzili już w tej pani tyle litości. Mariusz Janik podważał jej wiarygodność, bo jak się okazało nie dość, że jest podwładną burmistrza, to na dodatek pracowała kiedyś w firmie pełnomocnika burmistrza mec. Wojciecha Schmidta. W sądzie zeznawał też 19-latek, który rzekomo ma być grzechem młodości burmistrza. Chłopak zeznał, że nie łączy go z włodarzem żadne pokrewieństwo, na dowód czego pokazał akt urodzenia. Janikowi to nie wystarczyło i zgłosił wniosek aby burmistrz poddał się badaniom DNA na potwierdzenie bądź zanegowanie ojcostwa. Finster zgodził się na badanie, pod warunkiem, że zapłaci za nie Janik.
Burmistrz broni dobrego imienia, a Janik farsę ciągnie dalej. Główną rolę gra w tej sprawie plotka, a najważniejsze słowa jakie padły na sali rozpraw wypowiedziała mecenas Jadwiga Trzęsowska, obrońca Janika z urzędu. „Ten proces w ogóle nie powinien się toczyć. ” I trudno się z nią nie zgodzić.













