Mężczyzna odbywający karę w Zakładzie Karnym w Czarnem był pierwszym osadzonym w historii polskiego więziennictwa, który dostał zgodę na udział w tzw. kangurowaniu córki. Dziewczynka urodziła się w sierpniu w szpitalu w Słupsku, a pierwsze pół godziny życia spędziła na rękach ojca.
Mężczyzna odsiaduje 13-letni wyrok za usiłowanie zabójstwa i udział w bójkach z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Za kratkami ma spędzić jeszcze sześć lat. Za murami wziął ślub, a wcześniej dostał też zgodę na udział w procedurze "in vitro" w zewnętrznej klinice. Teraz mógł też spędzić przy córce pierwsze pół godziny jej życia i zapewnić jej kontakt skóra przy skórze.
Z perspektywy czasu dyrektor ZK w Czarnem Ewa Bartkowska nie żałuje swojej decyzji na "tak".
- Widać u osadzonego zmianę. Osadzony bardzo przeżył to spotkanie z żoną przed porodem, ale także pierwszą chwilę swojego dziecka, w której mógł uczestniczyć pomimo tego, że odbywa wieloletnią karę pozbawienia wolności. Osadzony w chwili obecnej prezentuje całkiem inną postawę wobec oczekiwań jakie ma od życia.
Jak podkreśla Ewa Bartkowska, zgodziła się na udział osadzonego w kangurowaniu córki głównie dlatego, że nie mogła zrobić tego jego żona. Jej ciąża była bowiem zagrożona z powodu mięśniaka, którego usunięcie było zaplanowane zaraz po cesarskim cięciu.
Osadzony był pod stałym nadzorem Grupy Interwencyjnej Służby Więziennej. Miał też do dyspozycji psychologa. Wcześniej funkcjonariusze zrobili rekonesans w szpitalu i ustalili plan działania z personelem. Jak informuje Służba Więzienna, cały wyjazd przebiegł bez problemów.
















