Sąd Rejonowy w Człuchowie oddalił dziś (15.09) powództwo Urzędu Miejskiego w Debrznie przeciwko byłemu burmistrzowi Wojciechowi Kallasowi. Magistrat domagał się odszkodowania w wysokości 1500 zł, jako równowartość laptopa, którego były włodarz nie zdał po upływie kadencji.
Wojciech Kallas od początku podkreślał, że laptop był zużyty, został przeznaczony do likwidacji i ta faktycznie nastąpiła. Zdaniem sądu włodarz to udowodnił, przedstawiając oświadczenie firmy, której zlecił kasację. Sąd uznał również, że urząd nie wykazał w procesie powstania szkody.
- Stało się tak, jak wynikało z zarządzenia. W efekcie strona powodowa też to przyznała, że ten sprzęt nie istnieje, że pozwany go nie posiada i że został faktycznie zlikwidowany. W ocenie sądu to powództwo dotyczy mienia powierzonego, już nie dotyczy kwestii rozliczania białego burmistrza, samych zasad wykonywania tej tej utylizacji.
Uzasadniał sędzia Marek Osowicki.
Wyrok jest na razie nieprawomocny. Wojciech Kallas nie kryje jednak radości z takiego rozstrzygnięcia.
- Cieszę się z takiego wyroku i to tylko potwierdza, utwierdza mnie w przekonaniu, że od początku miałem rację i tyle.
Pełnomocnik debrzeńskiego magistratu Władysław Rzepczyński zapowiedział natomiast apelację. Nie zgadza się z tym, że gmina nie poniosła szkody tylko dlatego, że laptop został przeznaczony do kasacji.
- My wychodzimy z założenia, że nie ma dowodu na przeprowadzenie tej utylizacji. A zatem zlikwidowanie tego sprzętu nie zdematerializowało go, a trudno się domagać wydania czegoś, co strona twierdzi, że nie ma i nie posiada.
Jak zapowiedział Władysław Rzepczyński, urząd złoży też osobne zawiadomienie do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Uważa bowiem, że Wojciech Kallas nie był upoważniony do dysponowania danymi na laptopie, bo zlecił ich usunięcie już po zakończeniu kadencji.













