Przed Sądem Rejonowym w Człuchowie ruszył proces, jaki Urząd Miejski w Debrznie wytoczył byłemu burmistrzowi Wojciechowi Kallasowi. Chodzi o laptopa uznanej amerykańskiej firmy, którego były włodarz nie zdał po upływie kadencji, tylko na własną rękę przeznaczył do utylizacji.
Debrzeński magistrat najpierw domagał się wydania komputera wraz z osprzętem. Gdy dowiedział się, że były burmistrz urządzenia nie posiada, zażądał jego obecnej równowartości. Oszacował ją na 1 tys. 500 zł. Radca prawny gminy Debrzno Władysław Rzepczyński uważa bowiem, że Wojciech Kallas nie wypełnił procedury, którą opisał w swoim własnym zarządzeniu o kasacji urządzenia.
Przedstawił oświadczenie prywatnej firmy, z którego treści wynika, że po wygaśnięciu mandatu burmistrza na jego zlecenie odbyło się fizyczne usunięcie zapisu dysku twardego oraz przeznaczono laptopa jako urządzenie elektroniczne do utylizacji. Przeznaczenie nie oznacza, że wykonano tą utylizację, bo to nie jest dokument stwierdzający zniszczenie tego sprzętu.
Wojciech Kallas zarzut przywłaszczenia laptopa uważa za absurdalny, bo - jak twierdzi - komputer został nie tylko oddany do utylizacji, ale też trwale zniszczony. I to na jego koszt. Stoi też na stanowisku, że przedstawił sądowi dokument, który tego dowodzi.
Całą sprawę uważa za próbę - tu cytat - "dokopania mu" przez ekipę, która doszła do władzy w gminie. "Niczego innego nie znaleźli, to chociaż komputera się przyczepią. To jest tak niski poziom tematu, że nie jestem w stanie się do niego zniżyć, żeby go skomentować" - kwituje Wojciech Kallas.
Proces będzie kontynuowany we wrześniu.














