O szpitalu w Miastku zrobiło się głośno w całej Polsce. To za sprawą spółki medycznej, która wykonywała zabiegi między innymi w miasteckim szpitalu, a wobec której mnożą się wątpliwości. Sprawę opisała Wirtualna Polska, która zasugerowała, że spółka neurochirurgów wystawiała rachunki za zabiegi, których nie była w stanie wykonać w deklarowanej liczbie, czasie oraz warunkach. Jednego tylko dnia wykonane w Miastku procedury medyczne miały kosztować nawet 300 tys. zł.
Sprawa działalności spółki jest obecnie badana przez Narodowy Funduszu Zdrowia, Prokuraturę Okręgową w Słupsku oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Dochodzenie w tej sprawie wszczęto w kwietniu tego roku i znajduje się ono na początkowym etapie prowadzonego postępowania. Prokurator w tej sprawie zlecił NFZ przeprowadzenie kontroli, której celem jest ustalenie wartości szkody oraz liczby świadczeń medycznych, które zostały zakwestionowane. W postępowaniu jednocześnie przesłuchiwani są świadkowie oraz analizowana jest dokumentacja. Dochodzenie pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Słupsku prowadzone jest przez Delegaturę Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Bydgoszczy.
Mówi Weekend FM rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku Paweł Wnuk.
W rozmowie z Weekend FM burmistrz Miastka przyznał, że są wątpliwości w sprawie rozliczeń z podmiotem. Kwota jest niebagatelna, bo spółka ma żądać 6 mln zł i to bez odsetek. Takie obciążanie miałoby spaść na lecznicę, która boryka się z trudnościami finansowymi i nad którą wisi nawet widmo upadłości.














