Wieszają banery, piszą do kuratorium i ministerstwa edukacji. Mieszkańcy Stobna pod Tucholą nie godzą się na likwidację szkoły w ich wsi. Decyzji w tej sprawie jeszcze nie ma, ale wiadomo, że gmina chce zareagować na kryzys w oświatowych finansach i już czeka na wnioski ze zleconego przez siebie audytu. Pod lupę bierze placówki o najmniejszej liczbie uczniów, a taką właśnie jest Stobno.
- Szkoła to nie tylko cyferki, to przede wszystkim dzieci - przekonują rodzice uczniów ze Stobna.
Jak nie będzie tutaj szkoły, to dzieci nie będą miały takiego miejsca spotkań, zniknie jedyne miejsce kulturalne w naszej wiosce. Szkoła to dzieci, dzieci to przyszłość. My nie chcemy puszczać dzieci do Tucholi.
Są też inne argumenty: szkoła jest nowoczesna, ma salę gimnastyczną, została zbudowana rękami mieszkańców i integruje wieś.
Burmistrz Tucholi ma swoje argumenty, a koronny to pieniądze, których - po 30-procentowej podwyżce nauczycielskich pensji - po prostu brakuje.
Myśmy nie dostali 30 procent dodatkowych pieniędzy w stosunku do dotychczas wypłacanych wynagrodzeń, tylko do tego, co wynika z subwencji, z ilości dzieci. Więc znowu nam się te nożyce rozchodzą coraz bardziej.
Mówi Weekend FM Tadeusz Kowalski.
Dowiedz się więcej:
Reporterka Weekend FM wysłuchała obu stron i ich racji.
Z członkiniami Rady Rodziców Szkoły Podstawowej w Stobnie i burmistrzem Tadeuszem Kowalskim rozmawiała Aneta Czupryniak.















