Do akcji Tęczowy Piątek w tym roku włączyło się 115 szkół w całym kraju. Jak podaje fundacja GrowSPACE, to znacznie więcej, niż w latach ubiegłych. Choć dla wielu uczniów to okazja do okazania solidarności z mniejszościami seksualnymi, okazuje się, że decyzja o wsparciu społeczności LGBT w środowisku szkolnym wciąż wzbudza kontrowersje. Do pomorskich szkół, które organizowały Tęczowy Piątek, wysłano bowiem pisma z kuratorium z żądaniem wyjaśnień. Pomorska kurator oświaty Małgorzata Bielang zapytała w nim m.in. o to, czy w szkole była organizowana akcja, kto był jej organizatorem, czy były zgody dyrektora i rodziców uczniów, a także podczas jakich zajęć odbyła się akcja, ilu uczniów wzięło w niej udział i jaką rolę w organizacji odegrali nauczyciele i dyrekcja.
- Mamy poczucie graniczące z pewnością, że po raz pierwszy od dawna postanowiła zainterweniować. Tylko po to, żeby w sposób polityczny zastraszyć szkoły, młodzież i dyrektorów, pokazując, gdzie jest centralna władza - dodała Nowacka.
- My nie mamy wątpliwości, że są to praktyki niedopuszczalne, z którymi wkrótce skończymy. To one spowodowały, że ludzie tak chętnie poszli do wyborów, a młodzi ludzie w sposób szczególny wzięli udział w tym święcie demokracji 15 października - podkreśliła.
- Doskonale znamy przepisy, które mówią, że uczniowie mają prawo do samoorganizacji. Jedna z najważniejszych rzeczy, która jest w szkole, to danie uczniom możliwości wypowiedzenia się, zorganizowania, zaproszenia do wspólnej debaty i dyskusji. I temu służy też Tęczowy Piątek, do pokazywania, że młodzież jest różna, różnorodna i nie chce wykluczeń. Młodzież przez lata próbowała to pokazywać. Często wymagało to odwagi, bo upartyjnieni kuratorzy, często z nadania politycznego, próbowali nadmiernie interweniować - powiedziała Nowacka.














