Wicewójt, dyrektorka szkoły, szefowa ośrodka pomocy społecznej i Zakładu Gospodarki Komunalnej - te cztery kobiety z gminy Kęsowo wysunęły publiczne oskarżenia wobec radnego Tomasza Linke. Na ostatniej sesji - podczas której nota bene radny był nieobecny - mówiły o tym, że je zastrasza, szantażuje, a nawet składa niedwuznaczne propozycje.
Sprawę poruszono, bo wicewójt Jagoda Has złożyła na ręce przewodniczącego rady oficjalne pismo:
- Te działania, czyli zastraszanie, próba oddziaływania w taki sposób dwuznaczny, w moim mniemaniu oparło się to też o rodzaj szantażu i chciałabym powiedzieć, że nie dotyczy to tylko i wyłącznie mojej osoby.
Oprócz wicewójt swoje kontakty z radnym na sesji opisały także pozostałe panie, m.in. pełniąca obowiązki dyrektora szkoły w Kęsowie Monika Kuberska. Według jej relacji radny złożył jej niezapowiedzianą wizytę i przez dwie i pół godziny krytykował oraz zastraszał. Miał jej m.in. zarzucić, że wynajmuje salę gimnastyczną wbrew lockdownowi i rozdaje klucze do placówki osobom postronnym.
- To, co najbardziej jest dla mnie przykre, bo padły słowa takie bardzo dwuznaczne ze strony pana radnego, cała sytuacja jest do uratowania, bo pan radny ma duży wpływ na radę, ja cytuję teraz wypowiedź pana radnego i żałuję, że on nie może się do tego odnieść. Powiedział, że wszystko jeszcze można uratować, mój wizerunek i moją pozycję w Kęsowie również pod warunkiem, że zacznę zabiegać o względy pana radnego. Nie odniosłam się do tego, bo nie wiedziałam, jak się miałam zachować w tym momencie.
Radni z tej samej opozycyjnej strony, co Tomasz Linke, byli oburzeni omawianiem sprawy bez niego i nie uwierzyli w zarzuty.
- Parę osób na pewno jest tutaj dzisiaj podłączonych, mieszkańców, pewnie o to niektórym chodziło, żeby to się rozeszło na całą gminę. Ja osobiście jestem zbulwersowana, że to dzisiaj tak wyszło, tym bardziej, że pan Linke jest nieobecny, nie może się do tego odnieść.
- Nie wierzę w takie insynuacje po prostu i przykro mi jest, że takie słowa tutaj dzisiaj padły pod kierunkiem mojego kolegi serdecznego.
Mówili Marlena Radowska i Mirosław Brzeziński.
Sam Tomasz Linke nie chciał skomentować sprawy. Jak jednak ustaliliśmy, na wczorajszym (5.05) posiedzeniu komisji rady przeprosił wszystkich, którzy mogli się poczuć urażeni jego słowami i zachowaniem.














